Hollywood przedstawiało Dziki Zachód jako krainę bohaterów i przygód. Rzeczywistość była brutalna. Nieuleczalne choroby, codzienna przemoc i nędza, które niewielu przeżyło. Historycy znaleźli dokumenty i zdjęcia, których studia filmowe nigdy nie pokazały. Oto 17 udokumentowanych faktów, które wyjaśniają, dlaczego większość ludzi nie przetrwała nawet roku w tym świecie. Subskrybuj nasz kanał i napisz w komentarzu, skąd nas oglądasz.
Po pierwsze, woda, która zabijała w ciszy. Dzisiaj odkręcasz kran bez zastanowienia, ale w 1850 roku wypicie szklanki wody mogło być twoją ostatnią decyzją. Cholera pojawiała się bez ostrzeżenia i działała szybko. Silny mężczyzna budził się rano w dobrym stanie, po obiedzie dostawały go skurcze, a przed kolacją był już martwy. Nie mówimy tu o dniach czy tygodniach, ale o godzinach, czasem nawet mniej niż 12. Ciało traciło płyny tak szybko, że skóra stawała się niebieskawa i pomarszczona jak stary papier. Lekarze w tamtych czasach nie mieli pojęcia, że winna jest woda. Górnicy na zachodzie pili bezpośrednio z rzek, do których zrzucano wszelkiego rodzaju śmieci. Całe miasta korzystały z tego samego źródła wody zanieczyszczonego ściekami. W San Francisco epidemie cholery ogarniały całe dzielnice. Najstraszniejsze było to, że nikt nie rozumiał, dlaczego tak się dzieje. Teoria zarazków pojawiła się dopiero kilkadziesiąt lat później. Do tego czasu dwie opcje były możliwe: śmierć z pragnienia lub śmierć z powodu brudnej wody.
Po drugie, pojedynki, które zaczynały się znikąd. Słyszeliście zapewne, że Dziki Zachód był brutalny, ale rzeczywistość była jeszcze bardziej absurdalna. W Dodge City w latach 70. XIX wieku mężczyzna mógł zginąć tylko za to, że źle spojrzał na kogoś w saloonie. Nie musiała to być poważna zniewaga ani rabunek. Wystarczyło spojrzenie z ukosa, źle zrozumiane słowo po kilku kieliszkach whisky i rewolwery wychodziły z kabur. Zapisy z tamtych czasów pokazują, że w takich miejscach średnio raz w tygodniu dochodziło do śmierci. W większości strzelanin nie brali udziału znani bandyci ani dzielni szeryfowie. Byli to zwykli robotnicy, zmęczeni kowboje i pijani hazardziści, którzy rozstrzygali swoje spory za pomocą kul. Życie było tak mało warte, że wiele ciał nie było nawet identyfikowanych przed pochowaniem.
Numer trzy, zima, która zabijała w ciszy. Montana, lata 80. XIX wieku. Myślisz, że naprawdę było ci zimno? Poczekaj, aż usłyszysz to. Termometry spadały do 40 stopni poniżej zera, a wiele osób nie miało nawet termometru, żeby to sprawdzić. Czuli tylko, jak ich ciała powoli przestają funkcjonować. Górnicy poszukujący złota i srebra mieszkali w cienkich namiotach z płótna, które ledwo wytrzymywały letni deszcz. Kiedy nadeszła zima, namioty te zamieniły się w śmiertelne pułapki. Ludzie kładli się spać i po prostu nie budzili się. Rano ich towarzysze znajdowali ciała sztywne jak kamień. Nie było szpitali ani pomocy. Jeśli nie udało się rozpalić ognia lub znaleźć zamkniętego pomieszczenia, szanse na przeżycie były praktycznie zerowe. Marzenie o bogactwie miało wysoką cenę i wielu zapłaciło za nie własnym życiem, nie znajdując ani grama złota.
Po czwarte, czy wiesz, że przemierzanie Dzikiego Zachodu oznaczało w zasadzie skazanie się na głód? Pionierzy podróżujący szlakami w latach 60. XIX wieku stali przed brutalnym wyborem: jeść zepsute jedzenie lub nie jeść nic. Suszone mięso, które zabierali ze sobą, było często skażone, a świeże owoce były luksusem niedostępnym. Skutkiem tego była masowa epidemia szkorbutu. Dziąsła zaczynały krwawić, wypadły zęby, a wielu po prostu umierało z niedożywienia w połowie drogi. Historycy szacują, że głód zabił tyle samo podróżnych, co niebezpieczeństwa związane z samą trasą. Podczas gdy dziś narzekamy na jedzenie na stacjach benzynowych podczas podróży samochodem, ci ludzie modlili się, aby znaleźć cokolwiek, co nie zabije ich. Obietnica ziemi na Zachodzie miała swoją cenę, której niewielu kiedykolwiek wyobrażało sobie, że będą musieli zapłacić.
Po piąte, Wyoming w latach 70. XIX wieku było terytorium niedźwiedzi grizzly. Zwierzęta te mogły osiągać wagę 400 kilogramów i nie bały się ludzi. Zapisy z tamtych czasów pokazują, że myśliwi po prostu znikały w górach, a kilka tygodni później ktoś znajdował tylko kości i zardzewiałą strzelbę. Problem był prosty. Broń w tamtych czasach zacinała się, zawodziła w najgorszym momencie, a przed ponownym załadowaniem można było oddać co najwyżej dwa strzały. Wściekły grizzly może pokonać 15 metrów w mniej niż dwie sekundy. Proszę policzyć. Wilki to była inna historia. Poruszały się w stadach liczących nawet 20 osobników i nauczyły się, że samotni ludzie są łatwym łupem. Istnieją dzienniki osadników, w których opisują oni, jak nie spali całą noc, słysząc coraz bliższe wycie. Na Zachodzie nie było tylko bandytów i strzelanin. Natura zbierała żniwo wśród wszystkich, którzy zbytnio oddalili się od cywilizacji.
Numer sześć. Przez dziesięciolecia podręczniki historii przedstawiały tylko jedną stronę tej wojny. Ale prawda jest bardziej złożona. Kiedy w latach 60. XIX wieku tysiące osadników zaczęło przemierzać Wielkie Równiny, wkraczali na tereny należące do plemion Siuksów, Czejenów i Komanców. Przez pokolenia plemiona te nie były dzikusami bez powodu. Byli wojownikami broniącymi swoich rodzin, bizonów i swojego stylu życia. Ataki były brutalne. Nikt temu nie zaprzecza. Ale z drugiej strony armia amerykańska również nie oszczędzała nikogo. Sand Creek, Washita – nazwy te utkwiły w pamięci. Była to wojna eksterminacyjna po obu stronach. W końcu prawie nic nie pozostało z stylu życia, który istniał tam od tysięcy lat.
Po siódme, San Francisco w latach 50. XIX wieku było w zasadzie ziemią niczyją. Policja praktycznie nie istniała, a sądy rozpatrywały sprawy miesiącami. Pojawiło się więc rozwiązanie, które wielu ludzi uznało wówczas za genialne: komitety straży obywatelskiej, złożone z zwykłych obywateli, którzy decydowali o tym, kto jest winny i kto zasługuje na stryczek. Problem polegał na tym, że wystarczyło jedno oskarżenie i po sprawie. Bez adwokata, bez prawdziwej ławy przysięgłych, bez możliwości obrony. Wielu mężczyzn zostało powieszonych z powodu osobistych urazów lub po prostu za to, że znaleźli się w niewłaściwym miejscu. Sąsiad, z którym pokłóciłeś się o ogrodzenie, mógł pojawić się następnego dnia i oskarżyć cię o kradzież. A kiedy tłum już się zebrał z liną w ręku, nikt nie zatrzymał się, aby sprawdzić, czy to prawda.
Numer osiem, Kolorado, lata 70. XIX wieku. Ci mężczyźni codziennie schodzili do otworów, które w każdej chwili mogły stać się ich grobem. 12 godzin bez przerwy w ciemności, wdychając pył, który w ciągu kilku lat niszczył płuca. To było brutalne. Kopalnie srebra i złota przyciągały zdesperowanych ludzi z różnych stron, obiecując szybkie wzbogacenie się. Rzeczywistość była inna. Tunele były kopane na chybił trafił. Nie było inżynierów ani prawdziwego planu. Kiedy podpory drewniane się poddawały, nie było żadnego ostrzeżenia. Każdego roku ginęły setki pracowników, pogrzebanych żywcem, a wielu ciał nigdy nie odnaleziono. Rodziny nie miały nawet miejsca, gdzie mogłyby opłakiwać swoich bliskich. Właściciele kopalń uznali, że taniej jest stracić ludzi, niż wydawać pieniądze na bezpieczeństwo. Życie górnika było warte mniej niż skały, które wydobywał z ziemi.

