Wśród niewolników Samuel był znany jako „Rzeźbiarz” ze względu na swoje umiejętności przekształcania drewna w dzieła sztuki. Dla rodziny Witfordów był jedynie pracownikiem stolarni, ale dla kobiet z Rosewood był stateczną, cichą postacią, której oczy budziły zarówno szacunek, jak i strach. To, co zaczęło się od spojrzeń, przerodziło się w słowa, a to, co zaczęło się od współczucia, stało się czymś zakazanym. Przed nadejściem pierwszych przymrozków Samuel był już uwikłany w życie zarówno matki, jak i córki, a przed nadejściem wiosny jedna z nich zniknęła. Skandal w Rosewood był przedmiotem plotek przez pokolenia, ale prawda była mroczniejsza niż jakiekolwiek plotki, ponieważ miłość zrodzona w niewoli nigdy nie jest tylko miłością – jest buntem, niebezpieczeństwem, a czasem śmiercią.
Eleanor często mawiała, że jej róże rozkwitają dzięki cierpieniu, a ich korzenie lepiej się trzymają w twardej glebie. Każdego ranka, gdy domownicy jeszcze spali, sama przycinała je srebrnymi nożycami. Z jej werandy białe pola bawełny wyglądały jak duchy wyłaniające się z ziemi. W wieku czterdziestu jeden lat plantacja wydawała jej się klatką. Po raz pierwszy zauważyła Samuela, gdy naprawiał bramę stajni; jego nagie plecy lśniły od potu, a ciało było umięśnione. Jego spokój niepokoił ją. Tej nocy śniła o swoim okrutnym, milczącym zmarłym mężu i obudziła się zlana zimnym potem, odczuwając tęsknotę, na którą nie pozwalała sobie od lat. Widząc Samuela idącego w stronę kwatery w świetle księżyca, powiedziała sobie, że to tylko ciekawość, ale wkrótce stało się to pretekstem. W ciągu następnych tygodni znajdowała powody, by go wzywać – do naprawy schodów, okiennic lub zatrzasku w ogrodzie – za każdym razem zatrzymując się dłużej, by zadawać pytania o jego przeszłość. Zatraciła się w ciszy, którą emanował. Pewnego popołudnia, dostrzegając swoje odbicie podczas pracy, zobaczyła swoje zarumienione policzki i znienawidziła się za to, ale nie mogła przestać.
Kiedy Clara wróciła ze szkoły w Savannah, dom ożył dzięki jej psotom, ale jej obecność niosła ze sobą niebezpieczeństwo. Praca Samuela często prowadziła go w pobliże werandy, gdzie Clara czytała. To ona pierwsza uśmiechnęła się do niego w sposób, który sprawił, że Eleanor ziębło w żyłach. Eleanor ostrzegła córkę, aby nigdy nie traktowała „pomocnika” jak równego sobie, przypominając jej, że jest on niewolnikiem. Clara odparła, że jest on mężczyzną i chociaż Eleanor ostro zareagowała, sama poczuła ukłucie w gardle, uświadamiając sobie, że to ona pierwsza zapomniała o jego statusie. W domu zapanowała atmosfera niewypowiedzianego napięcia. Eleanor przyłapała Clarę na spoglądaniu w stronę warsztatu stolarskiego w nocy i poczuła ucisk w piersi, kiedy celowo odesłała Samuela. Zazdrość i poczucie winy walczyły w niej jak węże. Pewnej burzowej nocy Eleanor znalazła Samuela przy starym dębie w ogrodzie. Coś w niej pękło – wszystkie zasady i strach zniknęły. Wyciągnęła do niego rękę, a to, co wydarzyło się między nimi pod tym drzewem, nigdy nie zostało wypowiedziane na głos, ale następnego ranka jej róże zakwitły krwistoczerwonym kolorem, bogatszym niż kiedykolwiek wcześniej.
Eleanor skrywała swoją tajemnicę, ale tajemnice w Rosewood zawsze wychodziły na jaw. Clara, niespokojna i podejrzliwa, zdała sobie sprawę, że nocne spacery matki nie były niewinne. Gdy zbliżała się jesień, ogród był świadkiem kolejnego spotkania – nie między matką a jej kochankiem, ale między córką a pokusą. Clara czuła się przytłoczona cichym pięknem plantacji i zaczęła wędrować z szkicownikiem, choć jej prawdziwym tematem był Samuel. Obserwowała jego pełne wdzięku, wyważone ruchy, widząc w nich nie uległość, ale kontrolę. Kiedy w końcu zagadała do niego nad strumieniem, pozostał pełen szacunku, ale ostrożny, ostrzegając ją, że jej matka nie jest kobietą, z którą można zadzierać. Jej ciekawość wzrosła, gdy zdała sobie sprawę, że Eleanor ufa mu bardziej niż komukolwiek innemu. Tej nocy Clara poczuła, jak niewidzialne więzi łączące ich troje zaciskają się. Następnego dnia pod pretekstem odwiedziła warsztat stolarski i zastała Samuela rzeźbiącego drewnianego ptaka. Kiedy go dotknęła, ostrzegł ją przed drzazgami; na ułamek sekundy dystans między nimi zniknął, zanim się odsunął, przypominając jej o obecności matki.
Podczas kolacji Eleanor zauważyła zaczerwienioną twarz Clary i zabroniła jej spędzać czas sam na sam z Samuelem, nazywając to nieodpowiednim zachowaniem. Clara zakwestionowała hipokryzję matki, wyczuwając niezwykłe zaufanie, jakim Eleanor darzyła Samuela. Eleanor straciła panowanie nad sobą, ale Clara pozostała nieugięta. Szukała Samuela o świcie i o zmierzchu, pytając go, co by zrobił, gdyby był wolny. Samuel przyznał, że wolność to tylko słowo, gdy nie ma się dokąd pójść. Pewnego popołudnia Clara znalazła na jego stole warsztatowym mały, niedokończony drewniany medalion z wygrawerowaną różą – ulubionym kwiatem swojej matki. Ten widok potwierdził jej obawy. Tej nocy skonfrontowała się z Eleanor, oskarżając ją o miłość do niego. Eleanor, blada jak marmur, upuściła szczotkę i nakazała milczenie, twierdząc, że romans się skończył i nic nie znaczył. Clara wyszeptała ostatni cios: „Ty go miałaś pierwsza”, po czym uciekła w ciemność w kierunku latarni Samuela. Eleanor patrzyła z przerażeniem, zdając sobie sprawę, że noc zabrała jej to, co kochała.
Nocne powietrze było nasycone zapachem wilgotnej ziemi, gdy Clara poruszała się wśród cieni magnolii. Trzymała drewniany medalion – dzieło Samuela, podarowane jej jako symbol czegoś, czego świat nie był w stanie zrozumieć. Znalazła go nad strumieniem, a jego latarnia rzucała złocisty blask na jego zmęczoną, ale pełną nadziei twarz. Ostrzegł ją przed niebezpieczeństwem, ale ona upierała się, że nie może pozostać z dala. Przyznał, że sytuacja jest skomplikowana, ponieważ Eleanor była jego kochanką, ale Clara była „inna”. Kiedy trzymali się za ręce w świetle księżyca, świat na zewnątrz zniknął, ale został przerwany przez odgłos kroków. Eleanor wyszła z cienia, a jej głos drżał z wściekłości i zaborczości. Oskarżyła Clarę o rujnujące zachowanie, ale Clara nie ustąpiła, deklarując swoją miłość do Samuela.

