Czy wiesz, co to znaczy być zmuszonym do wstrzymywania oddechu, patrząc, jak inne kobiety umierają obok ciebie, i nie móc nic zrobić poza posłuszeństwem, ponieważ oddychanie w tym momencie może oznaczać twoją własną egzekucję? Ja wiem. Spędziłam całe miesiące w bloku, w którym powietrze było celowo zatrute, gdzie niemieccy lekarze w białych fartuchach traktowali nas jak szczury laboratoryjne, gdzie każdy oddech mógł być ostatnim.

Jeśli nie posłuchałeś rozkazu, który rozbrzmiewał w zimnych betonowych korytarzach: „Wstrzymaj oddech. Wstrzymaj oddech”. Nazywam się Noël Carrière. Mam osiemdziesiąt trzy lata i przez ponad sześćdziesiąt lat milczałem o tym, co widziałem, co wycierpiałem i jak przeżyłem jeden z najbardziej brutalnych eksperymentów medycznych przeprowadzonych przez nazistowskie SS na okupowanym terytorium Francji.

Dzisiaj po raz pierwszy opowiem ci wszystko, ponieważ samotne dźwiganie tego ciężaru zabiłoby mnie bardziej niż oni. Było to w marcu, kiedy zapukali do drzwi naszego mieszkania w Reims, w północno-wschodniej Francji. Trzy tygodnie wcześniej skończyłam dwadzieścia trzy lata. Moja mama była w kuchni i gotowała rzadką zupę z ziemniaków i cebuli, jedyne, co mogliśmy kupić za nasze kartki żywnościowe.

Pracowałem w małej perfumerii przy ulicy Vesle, sprzedając butelki wody lawendowej i różanej nielicznym klientom, którzy nadal mieli pieniądze na tego rodzaju luksus. Okupacja niemiecka trwała już trzy lata, ale w Reims nadal trzymaliśmy się kruchej iluzji normalności. Sklepy były otwarte, a ludzie witali się na ulicy.

Gotycka katedra nadal stała imponująco, jakby sama jej obecność mogła nas chronić. Ale prawda jest taka, że żyliśmy pod rządami reżimu, który decydował o tym, kto przeżyje, a kto umrze, z takim samym chłodem, z jakim wybiera się menu na dany dzień. Kiedy otworzyłem drzwi tego zimnego poranka, stało tam dwóch niemieckich oficerów i Francuzka z skórzaną torbą pod pachą.

Nie patrzyła mi w oczy, kiedy wypowiedziała moje pełne imię: „Noël Marie Carrière, urodzona w lutym 1923 roku”. Powiedziała, że zostałam wybrana do programu przymusowej pracy, który przyniesie korzyści zarówno Francji, jak i narodowi. Za mną pojawiła się moja matka, wciąż trzymając w ręku mokrą drewnianą łyżkę. Zapytała, co się dzieje.

Francuzka odpowiedziała mechanicznym uśmiechem, że otrzymam zakwaterowanie, wyżywienie i odpowiednią opiekę medyczną, a moja rodzina będzie objęta specjalną ochroną, podczas gdy ja będę wypełniać swoje obowiązki. „Specjalna ochrona” – takimi słowami opisywali to, jakby była to przywilej, za który powinniśmy być im wdzięczni. Nie dali mi czasu na spakowanie walizki.

Indywidualne portrety rodzinne

Powiedzieli, że wszystko, czego potrzebuję, zostanie mi zapewnione w miejscu docelowym. Moja mama próbowała mnie przytulić, ale jeden z funkcjonariuszy wkroczył i wskazał na ulicę, gdzie stała wojskowa ciężarówka. W środku siedziało sześć innych kobiet, wszystkie młode, wszystkie z tym samym wyrazem stłumionego strachu na twarzach. Rozpoznałam dwie z nich, mieszkanki Reims.

Jedna z nich, Marguerite, pracowała w piekarni niedaleko dworca kolejowego. Nasze spojrzenia spotkały się na sekundę i to wystarczyło, aby zrozumieć, że żadna z nas nie wie, dokąd nas zabierają, ale żadna z nas nie wierzy też w obietnicę ochrony. Ciężarówka ruszyła. Spojrzałam przez otwór z tyłu plandeki i zobaczyłam moją matkę stojącą na chodniku, wciąż trzymającą łyżkę, która stopniowo znikała za rogiem. Nigdy więcej jej nie widziałam.

Podróż trwała trzy dni. Dwukrotnie zatrzymywaliśmy się, aby skorzystać z prowizorycznych latryn na otwartym polu, zawsze pod uzbrojoną strażą. Raz dziennie otrzymywaliśmy suchy chleb i wodę. W nocy spaliśmy skuleni w ciężarówce, która była zaparkowana gdzieś w nieznanym miejscu, podczas gdy na zewnątrz słyszeliśmy śmiechy i palących niemieckich żołnierzy. Nikt nas nie tknął.

To było dziwne. Spodziewaliśmy się przemocy i znęcania się, ale traktowali nas z niemal kliniczną obojętnością, jakbyśmy byli delikatnym ładunkiem, którego nie wolno uszkodzić przed dotarciem do celu. Trzeciego dnia ciężarówka w końcu zatrzymała się przed żelazną bramą z ogrodzeniem z drutu kolczastego, które rozciągało się po obu stronach tak daleko, jak okiem sięgnąć.

By admin

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *