Zanim zanurzę się w otchłań ludzkiej poniżki, gdzie zapach śmierci miesza się z zapachem absolutnej hańby, mam do was pytanie. Jak daleko posunęlibyście się, aby przeżyć jeszcze jedną minutę? Czy bylibyście gotowi stracić swoje człowieczeństwo, aby ocalić życie? Oto historia Chai Commando, najbardziej przerażającego oddziału komandosów w obozach, o którym nigdy się nie mówi.

Jeśli masz odwagę usłyszeć nagą prawdę, zasubskrybuj kanał Forbidden Secret War. Włącz dzwonek. Nie odwracaj wzroku. I powiedz mi w komentarzach, skąd oglądasz ten film? Z Marsylii, Liège, Casablanki czy innego miejsca? Twoja obecność jest dla nas światłem w tej ciemności. A teraz przygotuj się.

To, co za chwilę usłyszysz, nie dotyczy bohaterów wojennych. Dotyczy to jednego człowieka, który samotnie stawia czoła losowi i kaprysowi znudzonego strażnika. Tytuł: Zanurz się, aż znajdziesz źródło zapachu piekła. Dlaczego to robię, Boże? Nazywałem się Aleksiej. W 1944 roku miałem 23 lata. Byłem porucznikiem Armii Czerwonej, schwytanym w pobliżu Charkowa. Kiedyś byłem nauczycielem.

Uczyłem literatury Puszkina i Tołstoja. Uwielbiałem zapach starych książek i naleśników. Ale w obozie Mauthausen zapomniałem o tych zapachach. Tutaj był tylko jeden zapach, gęsty, ciężki, tłusty zapach, który przylgnął do skóry, do ubrań, a nawet do duszy. Zapach dołu.

Był listopadowy poranek. Niebo było niskie i brudnoszare, jak zużyta szmata. Było zimno, wilgotne zimno, które przenikało aż do szpiku kości. Było nas sześcioro na skraju głównego dołu. Była to ziejąca dziura o głębokości czterech metrów, wypełniona czarną masą, bulgoczącą gazem i muchami pomimo mroźnej temperatury.

Zapach był tak silny, że piekło mnie w oczy. Była to mieszanka amoniaku, siarki i zgnilizny. Nowo przybyli wymiotowali po przybyciu. My, starsi, nauczyliśmy się oddychać ustami małymi łykami, aby nie czuć zapachu. Trzymałem długi drewniany drąg, próbując rozbić zamarzniętą skorupę, która utworzyła się w ciągu nocy na powierzchni dołu.

Moje gołe ręce były pokryte zarazkami i nieusuwalnymi plamami. Przestałem na nie patrzeć. Przestałem patrzeć na siebie. Stałem się cuchnącym cieniem, którego inni więźniowie unikali. Nawet litość kończy się tam, gdzie zaczyna się obrzydzenie. Około godziny 10 cisza naszej pracy, przerywana odgłosami pluskania, została przerwana.

„Achtung!” Przybył Oberscharführer. Kurt nie był starym człowiekiem. Był w moim wieku. Był przystojny w klasycznym aryjskim stylu – blondyn, niebieskooki, o gładkiej twarzy. Nosił nienaganny, szyty na miarę mundur. Jego czarne buty lśniły jak lustra. Ale Kurt miał problem. Nudził się. Mauthausen było daleko od frontu.

Nie było tu żadnej chwały, żadnej walki, tylko zarządzanie ludzkimi stadami. Aby zabić czas, Kurt zagrał w grę. Kiedy pracowaliśmy, podszedł do dołu. Wyjął pachnącą chusteczkę, którą przycisnął do nosa z arystokratyczną delikatnością.

„Cuchnie tu śmiercią” – powiedział po niemiecku, a jego głos był przytłumiony przez materiał. „Ale to wasz naturalny zapach, prawda, bolszewicy?”.

Nie odpowiedzieliśmy. Kontynuowaliśmy pracę, spuszczając głowy. Złota zasada: stań się niewidzialny. Jeśli jesteś niewidzialny, on cię nie widzi. Jeśli cię nie widzi, żyjesz. Ale dzisiaj Kurt chciał zobaczyć. Zatrzymał się tuż przy krawędzi dołu, gdzie drewniane deski były śliskie.

Wyjął paczkę srebrnych papierosów, wyciągnął jednego, przyłożył go do ust, a następnie sięgnął do kieszeni po zapalniczkę. Była to wspaniała zapalniczka wykonana z grawerowanego litego srebra. Luksusowy przedmiot, który dziwnie lśnił w tym brudnym otoczeniu. Obrócił pokrętło. Klik! Płomień był mały i żółty. Zapalił papierosa, wziął długi wdech i wypuścił dym w naszą stronę.

By admin

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *