Wyobraź sobie najbardziej ekstrawagancką salę tronową, jaką kiedykolwiek zbudowały ludzkie ręce, a teraz wypełnia ją smród żelaza i spalonej żywicy. Za drzwiami pokrytymi warstwami tłoczonego złota przez ciężkie zasłony przenikają odgłosy, jakich żaden pałac nie powinien nigdy wydawać – takie, które sprawiają, że strażnicy pałacowi wpatrują się w podłogę i idą dalej. Gdzieś w środku zwierzęta wyszkolone do posłuszeństwa wobec członków rodziny królewskiej są nagradzane czymś, co jeszcze niedawno żyło. To nie jest więzienie wykopane pod fortecą, to prywatne skrzydło dynastii Achemenidów, bijące serce starożytnej Persji, gdzie mężczyzna nazywający siebie królem królów i kobieta dzieląca z nim łoże traktowali ludzi tak, jak dziecko traktuje owady: jako coś, czym można się bawić, co można rozczłonkować i zgnieść, gdy zabawa się skończy.
Historia zapamiętała Kserksesa jako giganta, który wyruszył na Grecję i rządził z błogosławieństwem bogów. Ta wersja historii została wyidealizowana. Pominięto w niej to, co stało się po tym, jak Grecja go upokorzyła, kiedy jego wielka inwazja zakończyła się fiaskiem, a jego legenda legła w gruzach. Kserkses przestał patrzeć na zewnątrz, wycofał się za mury własnego pałacu i zbudował prywatny wszechświat, w którym żadne pragnienie nie było zbyt mroczne, a żadnej prośbie nie można było odmówić. W tym świecie kobiety nie były ludźmi, słudzy nie byli ludźmi: byli meblami, byli rozrywką, byli jednorazowego użytku.
Kiedy jego obsesja skupiła się na jedynym celu, który powinien być nietykalny – żonie i córce jego brata Masistesa – Kserkses nie ustąpił. Próbował zatuszować skandal prezentami, obietnicami i milczeniem, ale w rzeczywistości jedyne, co osiągnął, to wręczenie naładowanej broni najniebezpieczniejszej osobie w imperium: kobiecie, która każdej nocy spała u jego boku, jego królowej Amestris.
Perscy watażkowie niszczyli swoich wrogów za pomocą brązu i ognia, szarż kawalerii i wież oblężniczych. Amestris nie potrzebowała niczego z tego. Jej bronią był terror. Zrozumiała coś, czego większość władców nigdy nie odkrywa: jeśli naprawdę chcesz kogoś posiąść, nie wystarczy po prostu odebrać mu życie – musisz go zniszczyć, wymazać jego twarz, ciało, samą tożsamość, aż osoba stojąca przed tobą stanie się nie do rozpoznania nawet dla własnej rodziny.
Za chwilę będziemy śledzić, krok po kroku, jak królowa wykorzystała obsesję swojego męża na punkcie jego siostrzenicy Artante i przekształciła ją w lawinę przemocy tak ekstremalnej, że cała linia rodowa została wymazana z historii. Jest to opowieść o złotych salach skąpanych we krwi, o ciele traktowanym jak materiał, który można ciąć i przekształcać, o imperium gnijącym od środka, ponieważ trucizna pochodziła z samego tronu.
Kserkses powrócił z Grecji jako bóg, który otrzymał cios w twarz. Zaledwie kilka sezonów wcześniej okiełznał ocean łańcuchami, połączył dwa kontynenty pływającymi mostami i zgromadził więcej żołnierzy, niż większość cywilizacji kiedykolwiek widziała w jednym miejscu. Potem nadeszła bitwa pod Salaminą w 480 r. p.n.e. Jego okręty wojenne rozpadły się na kawałki, greckie taranami rozrywały perskie kadłuby, podczas gdy on siedział na złotym tronie nad linią wodną i patrzył, jak cała jego mitologia tonie. Człowiek, który opuścił Persję jako żywe bóstwo, powrócił jako coś znacznie bardziej niebezpiecznego: upokorzony król z nieograniczoną władzą, nie mający gdzie jej skierować.
Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło. Skarbiec wciąż był przepełniony, złoto nadal napływało z Egiptu, zboże wciąż spływało z Babilonu, a namiestnicy z odległych prowincji wciąż padali na kolana na samą wzmiankę o jego imieniu. Jednak w korytarzach pałacu atmosfera uległa zmianie. Dworzanie, którzy niegdyś prześcigali się w wychwalaniu jego geniuszu, teraz zmieniali temat, gdy tylko padało słowo „Grecja”. Generałowie, którzy obiecali łatwe zwycięstwa, nagle zaczęli szukać wymówek, by trzymać się z dala od sali tronowej. Greckie dyplomaci przechadzali się po Susie z pewnością siebie, która dwa lata wcześniej byłaby samobójstwem.

