Przez dwanaście dni królowa Anglii umierała na oczach ludzi, którzy nie mogli nic zrobić, by ją uratować. Jane Seymour dała królowi jego długo wyczekiwanego syna i przez krótką chwilę wydawało się, że wraca do zdrowia. Potrafiła siedzieć, mówić, a nawet jeść, ale infekcja przedostała się już do jej krwi. Gdy zaczęła rozprzestrzeniać się po jej ciele, każda najmniejsza poprawa była jedynie złudzeniem. W październiku 1537 roku, w pałacu pełnym lekarzy, służby i królewskich dworzan, kobieta, która właśnie zapewniła sukcesję dynastii Tudorów, zbliżała się do śmierci, której XVI-wieczna medycyna nie potrafiła powstrzymać. Trwało to dwanaście dni. Nazywała się Jane Seymour.
Jane spędziła lata, pracując dla kobiet, o których już z góry wiedziała, że czeka je ponury los, przemierzając sale, w których nic nie mówiono na głos, obserwując, jak zmieniają się twarze w chwili, gdy pojawiał się król, i ucząc się odczytywać nastrój dworu tak, jak marynarze odczytują pogodę. Obserwowała, jak Katarzyna Aragońska była stopniowo niszczona: dwudziestoletnie małżeństwo, córka i pozycja, która niegdyś wydawała się nietykalna, ulegały powolnej erozji, aż nie pozostało nic, czego można by bronić. Katarzyna została usunięta z dworu i wysyłana z miejsca na miejsce, aż zmarła w 1536 roku. Następnie Jane weszła do służby u Anny Boleyn i obserwowała, jak rozgrywa się zupełnie inna historia. Anna była bystra, wykształcona i niebezpieczna politycznie; podporządkowała sobie królestwo i skłoniła króla do zerwania z Rzymem, ale w 1536 roku wszystko to zakończyło się w ciągu kilku tygodni. W wyniku oskarżeń, które prawie na pewno zostały sfabrykowane, Anna Boleyn została stracona 19 maja.
Jane była świadkiem tego wszystkiego. Widziała, jak dwie zupełnie różne kobiety poniosły porażkę na dwa zupełnie różne sposoby, a w pewnym momencie Henryk zaczął przyglądać się jej. To, co Jane zrobiła potem, nie wynikało z niewinności; postanowiła zachowywać się ostrożnie, opanowanie i nie budzić obaw. Kiedy Henryk wysłał jej list i złoto, zwróciła jedno i drugie bez otwierania, dając mu do zrozumienia, że jej honor jest wart więcej niż cokolwiek, co mógłby jej zaoferować. Było to to samo posunięcie, jakie wykonała Anna, ale Jane po prostu nigdy nie wyszła z roli. Anna Boleyn została stracona 19 maja; Henryk i Jane zaręczyli się następnego dnia, a ślub wzięli jedenaście dni później. Jane rozumiała lepiej niż ktokolwiek inny, że przetrwanie oznaczało sprawienie, by zbroja wyglądała tak, jak osobowość. Jej motto: „Zobowiązana do posłuszeństwa i służby” było dokładnie tym, co sprawdzało się na tym dworze.
W styczniu 1537 roku zaszła w ciążę. Poród rozpoczął się 16 września w Hampton Court. Przebywała w tych komnatach już prawie miesiąc, gdy po południu 9 października zaczęły się bóle. Dziecko nie było ułożone prawidłowo, co oznaczało godziny lub dni porodu, z którym organizm nie był w stanie sobie poradzić bez interwencji chirurgicznej. Lekarze płci męskiej, którym nie pozwolono zbadać ciała królowej, czekali na zewnątrz. W Londynie zaczęto modlić się w procesjach, ponieważ rozeszła się wieść, że królowa rodzi już od ponad dnia. Nie chodziło tu tylko o Jane Seymour; chodziło o sukcesję – o to, czy ostatnia dekada chaosu i religijnych wstrząsów przyniosła cokolwiek trwałego.
11 października poród trwał nadal. Po trzydziestu godzinach aktywnego, świadomego porodu w zaciemnionym pokoju, w końcu o drugiej w nocy 12 października urodził się Edward Tudor – żywy i zdrowy. Wiadomość ta wywołała rozpalanie ognisk i bicie dzwonów w całym Londynie; trzydzieści lat oczekiwania dobiegło końca. Tego wieczoru Jane pewną ręką podpisała listy ogłaszające narodziny. Trzy dni później usiadła na łóżku i przyjęła syna po jego chrzcie, otoczona dworzanami, przyjmując gratulacje jako królowa, która zrobiła dokładnie to, czego od niej oczekiwano, i przeżyła.
Zaczęło się niepozornie. Cztery dni po porodzie Jane poczuła się źle: miała biegunkę, skurcze i odczuwała gorączkę, co lekarze – z pewnością siebie ludzi, którzy niewiele rozumieli – uznali za naturalny proces powrotu do zdrowia. Jednak fragmenty łożyska nie zostały wydalone, a bakterie zaczęły namnażać się w obumierającej tkance. 19 października gorączka powróciła, tym razem jako fizyczna fala nieznośnego upału, po której następowały gwałtowne dreszcze. Była to gorączka późnej sepsy. Lekarze zareagowali całym ówczesnym arsenałem: upuszczaniem krwi, preparatami ziołowymi i modlitwami. Otworzyli żyłę w już osłabionym ciele, spuszczając krew, której tak bardzo potrzebowała, podczas gdy bakterie się rozmnażały.
Do 20. dnia ból brzucha stał się silny, a infekcja rozprzestrzeniła się. Jej oddech stał się przyspieszony i płytki. Weekend upłynął w rytmie załamań i krótkich, pozornych popraw. Jane popadała w stan półświadomości z powodu wysokiej gorączki, cierpiąc na zaburzenia psychiczne, po czym na chwilę odzyskiwała przytomność i rozpoznawała osoby wokół siebie. Jej serce pracowało zbyt szybko, próbując zrekompensować ciśnienie krwi, które nie utrzymywało się na odpowiednim poziomie. W nocy 22 października raporty przestały być dyplomatyczne: królowa była w wielkim niebezpieczeństwie. We wtorek wieczorem, 23 października, Henryk został wezwany do jej łóżka. Siedział przy niej w pokoju wypełnionym dymem kadzidła, kwaśnym potem i charakterystycznym zapachem poważnej choroby. O drugiej w nocy 24 października 1537 roku Jane Seymour zmarła w wieku trzydziestu lat. Była królową przez osiemnaście miesięcy.

