Przez chwilę nie byłem w stanie się ruszyć. Te słowa zawisły w powietrzu jak wyrok.
— Emily… co się stało? — mój głos był cichy, chropowaty, jakbym mówił nie swoim gardłem.
Jej oczy zadrżały. Próbowała unieść głowę, ale Alan natychmiast ją zatrzymał.
— Nie ruszaj się, masz podejrzenie uszkodzenia kręgosłupa — powiedział spokojnie, choć w jego głosie czułem napięcie.
Ale ja już nie słuchałem medycznych terminów. Patrzyłem na te litery na jej plecach i czułem, jak coś we mnie pęka.
ON TEŻ MNIE OKŁAMAŁ.
— Kto? — zapytałem.
Emily przełknęła ślinę, jakby każdy ruch bolał ją bardziej niż poprzedni.
— Daniel… — wyszeptała. — On nie jest tym, za kogo się podaje.
Zięć.
D.C.M.
Poczułem, jak robi mi się zimno w środku. Alan spojrzał na mnie krótko, jakby chciał sprawdzić, czy dobrze rozumiem sytuację. Ja rozumiałem aż za dobrze.
— Emily, skup się na mnie — powiedziałem spokojnie, choć ręce mi drżały. — Co on ci zrobił?
Jej oczy zaszkliły się.
— Nie chciałam w to wchodzić… ale znalazłam dokumenty. W jego biurze. On… on nie pracuje tam, gdzie mówił. I te przelewy… — urwała, łapiąc oddech. — Kiedy mu powiedziałam, że wiem, wpadł w szał.
Alan ścisnął mi ramię.
— Richard, musimy ją przenieść na diagnostykę. Natychmiast.
Ale ja nie mogłem się odsunąć.
Na tym kawałku materiału, który trzymałem w dłoni, zobaczyłem coś jeszcze. Małą plamę, ciemniejszą niż reszta krwi. Metaliczny zapach.
Klucz.
Emily zamknęła oczy.
— On powiedział, że jeśli komuś powiem… to nikt mi nie uwierzy.
— Już wierzę — odpowiedziałem natychmiast. — Słyszysz mnie? Wierzę ci.
W tym momencie drzwi sali otworzyły się gwałtownie. Pielęgniarka wbiegła, blada.
— Doktorze Mercer! Na recepcji jest mężczyzna… mówi, że jest mężem pacjentki.
Alan spojrzał na mnie.
A ja już wiedziałem.
Daniel.
Zrobiłem krok w tył, czując, jak wszystko się układa w jedną, przerażającą całość. Nie przypadek. Nie wypadek. Kontrola.
— Nie wpuszczajcie go tutaj — powiedziałem twardo.
Ale było już za późno.
Na końcu korytarza zobaczyłem jego sylwetkę. Spokojny krok. Ręce w kieszeniach. Twarz człowieka, który nie ma nic do ukrycia.
Tylko że ja już wiedziałem, że to najgorszy typ kłamcy.
Spojrzał na mnie.
I się uśmiechnął.
— Doktorze — powiedział cicho, jakbyśmy spotkali się na kawie. — Widzę, że już pan wszystko wie.
W tym momencie Emily znów otworzyła oczy.
I wyszeptała jedno zdanie, które zmieniło wszystko:
— To on zrobił to wcześniej też.
A ja zrozumiałem, że to nie jest koniec historii.
To dopiero początek.

