Margarita nie mogła się doczekać, kiedy Aleksiej jej się oświadczy, najprawdopodobniej w Boże Narodzenie. Mentalnie przymierzała nawet mały pierścionek. Można sobie wyobrazić, jak w tym momencie skakała z radości. Telefon od Aleksieja przyszedł zaledwie dzień przed świętami. Możemy się spotkać? – Nie jesteś w Kijowie? – Spotkamy się czy nie? – Oczywiście! Ołeksij czekał na Margo przy wejściu. – Margarita… wychodzę za mąż… – To znaczy, że się pobieramy? – Nie, nie. Tylko ja poślubię mojego pracownika. Widzisz… Podczas gdy Margarita dochodziła do siebie, Aleksiej szedł już w stronę przystanku autobusowego. Wyglądało na to, że szczęście rozpada się na małe, ostre kawałki, jak duża świąteczna zabawka wyskakująca z ręki Margarity.

-“Wołam, wołam… Oleksij przyszedł? Miałam dość siły, by odpowiedzieć. Nie było słów… “Córeczko, co się stało? Matka otarła łzy córki, tak jak robiła to w dzieciństwie. Jej dłonie pachniały świeżo upieczonym chlebem i dobrocią. I z jakiegoś powodu chciało mi się płakać jeszcze bardziej. “Daisy, kwiatuszku, nie zabijaj się. W Boże Narodzenie nic nie dzieje się bez przyczyny. Margarita i Ołeksij spotykali się od sześciu lat. Planowali pobrać się po ukończeniu studiów. Ale Oleksii, z pomocą ojca chrzestnego, dostał dobrą pracę w stolicy. Postanowili więc jeszcze trochę poczekać. Przez ostatnie trzy miesiące Oleksiy był bardzo zajęty.
Powiedział, że firma budowlana, dla której pracuje, wygrała lukratywny przetarg, więc miał więcej pracy. Nie wrócił nawet do domu na Nowy Rok. Margarita chciała sama pojechać do stolicy. Ale Aleksiej odmówił. Teraz zrozumiała dlaczego… Żeby oderwać się od smutnych myśli. Może mógłby pojechać do swojego ulubionego miasta od stu lat? To tylko dwie godziny drogi stąd. Postanowiła pojechać w drugi dzień świąt, porannym pociągiem. Mimo święta, pasażerów było sporo. Pociąg się spóźniał. Starsi mężczyźni marudzili z braku swobody. Dwóch nieposkromionych chłopców wyrywało sobie nawzajem mandarynki. Starszy wygrał. Młodszy płakał. Mama dała mu smaczną pomarańczową grudkę. W końcu zapowiedziano pociąg. Wyglądał na leniwego albo sfrustrowanego.
Odetchnął ciężko i zatrzymał się. Nie był w nastroju do wakacji… Margarita przypomniała sobie podróż tym samym pociągiem z Ołeksijem. Pojechali na Stare Miasto na festiwale, ciekawe rozrywki i najpyszniejszą na świecie kawę i ciastka. Chowali się z buziakami pod parasolem (w mieście często pada), a poważne kamienne lwy i małe lwiątka szpiegowały ich, a szanowane koty i rozmarzone kotki uśmiechały się do nich z parapetu… Aż mnie mrowiło w nosie. “Nie wolno mi płakać”, powiedziała sobie Margarita. “Proszę pani, dlaczego jest pani taka smutna? Czy coś ci się stało? Sąsiadka z przedziału spojrzała pytająco na Margaritę – Wszystko jest w porządku. Dziękuję. – Twoje oczy mówią co innego. Młody mężczyzna otworzył futerał, wyjął skrzypce i… Słodkie, delikatne, drżące dźwięki rozbrzmiały w wagonie.

– “Dla ciebie”, powiedział Margaricie. Zagrał jedną melodię, potem drugą. Ludzie przyszli z sąsiednich przedziałów. “Kolęda, kolęda” – zapytał starszy mężczyzna z kozackim wąsem. Pasażerowie kolędowali w rytm skrzypiec dziwnego muzyka. “Patrzcie – powiedział z uśmiechem konduktor – nigdy nie widziałem czegoś takiego w moim wagonie. Chciałbym, żeby zawsze byli tacy pasażerowie! Margarita kolędowała ze wszystkimi. Jej sąsiad skrzypek od czasu do czasu zerkał na nią i uśmiechał się. Dwie godziny minęły jak chwila. “Drodzy pasażerowie, wkrótce dotrzemy do stacji końcowej!
– “Dziękuję bardzo”, ogłosił konduktor i zwrócił się do skrzypaczki: “Dziękuję wszystkim! To jak bajka. Pasażerowie oklaskiwali skrzypka. Ukłonił się, jak to miał w zwyczaju. “Dziękuję. To była niesamowita świąteczna podróż” – powiedziała Margarita do swojego sąsiada skrzypka. “W jakim zespole muzycznym grasz?” “Nie gram profesjonalnie. Myślałam o tym kiedyś. Moi rodzice też tego chcieli. Tylko mój brat… był prawdziwym wirtuozem. Niestety, nie może już grać. Po strasznym wypadku. Dziś są jego urodziny. Od czterech lat podróżuję z moimi skrzypcami.

Lubi, kiedy gram. Czy ty też go odwiedzisz? – Nie. To znaczy, tak. Odwiedzić moje ulubione miasto. – Wiesz, mam propozycję. Spotkajmy się po południu. Na przykład na placu. Ja też lubię to miasto. Studiowałem tu z bratem. Ożenił się z miejscową dziewczyną – zgadzam się. Ulice miasta pachniały świętami, kawą i ciastkami. Dzwony rozbrzmiewały głosami dorosłych i dzieci – Wesołych Świąt! Chrystus się narodził!” obcy pozdrawiali Margaritę. Świętowania było tak wiele, że z trudem mieściło się w duszy Margarity. Jej sąsiad z pociągu czekał przy jednej z fontann, tak jak się umówiliśmy. Igor!” Margarita. Wydawało się, że w ciągu niecałych trzech godzin opowiedzieli sobie wszystko.
Okazało się, że biuro fundacji charytatywnej, w której pracuje Margarita, znajduje się na ulicy, przy której mieszka Ihor. A firma, w której pracuje jako konsultant biznesowy, kilkakrotnie pomogła fundacji. Ale co najważniejsze, oboje kochają Stare Miasto, które ich połączyło. …Marharyta i Ihor mają dorastającego syna Bohdana. Nazwali go w podzięce dla Gosnod za świąteczną podróż i za miłość. Chłopiec ma już pięć lat. Ihor daje synowi pierwsze lekcje gry na skrzypcach. Co roku, w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, budzi rano ukochaną żonę melodią, którą pierwszy raz zagrał w pociągu. Tradycyjnie idą na Stare Miasto, by złożyć bratu życzenia urodzinowe. A skrzypce zawsze podróżują z nimi…

