Mój ojciec zmarł, gdy byłam jeszcze w szkole. Zostałam więc tylko ja, moja matka i starszy brat. Życie powoli płynęło. W wieku 25 lat wyszłam za mąż. Wraz z mężem postanowiliśmy zamieszkać u jego rodziców. Moje serce od razu się uspokoiło: teściowa, bez względu na to, co ludzie o nich mówili, była bardzo miłą i słodką kobietą, zawsze ją rozumiałam, a ona mnie. Jednak teść…
Po pobycie na wojnie stał się szorstki i brutalny, zapomniał o grzeczności i zawsze knuł. Ja, niestety, nie byłam w stanie mu pomóc, ani go zmienić.
W tym czasie pracowałam w fabryce, mój grafik nie był łatwy: pracowałam 6 dni w tygodniu. Rzadko kiedy miałam wolny dzień w tygodniu.
Pewnego dnia zostałam w domu sama z teściem. Nagle on zaczął się wściekać : krzyczał, przeklinał, obrażał. Ciągle zarzucał mi, że chcę mu zabrać mieszkane. Oczywiście sprzeciwiałam się i próbowałam tłumaczyć, że wcale nie mam takich zamiarów. Ale to był pierwszy raz, kiedy odważyłam się odpowiedzieć, wcześniej milczałam cicho i pokornie. Teść nie dał rady, chwycił moje rzeczy i wyrzucił je za drzwi, a potem mnie.
Spakowałam swoje rzeczy i pojechałam do matki. Tego samego dnia przyjechał po mnie mój mąż i poprosił, żebym wróciła z nim do domu. Natychmiast się zgodziłam, bo bardzo go kocham. Jakoś żyliśmy dalej, aż do narodzin naszego syna. Jednak było mi trudno i trochę się bałam teścia.
Wkrótce mój teść otrzymał mieszkanie jako kombatant i wraz z mężem przeprowadziliśmy się, i tam zaczęło się nasze spokojne życie. Wtedy naprawdę się uspokoiłam.
Co byś zrobiła w takiej sytuacji?


