Nie rozumiem ludzi, którzy przychodzą w odwiedziny bez zaproszenia. Brat mojego męża jest właśnie taką osobą. Ostatnio brat męża przyjechał do nas w odwiedziny i planował zostać u nas przez około pół roku. Gdyby to było na kilka dni, to bym zrozumiała, ale pół roku to za dużo. Byłam wściekła. Było nam ciasno. Dwa dni po jego przyjeździe mój mąż poradził bratu, żeby przeniósł się do domu rodziców. Nawiasem mówiąc, nikt tam nie mieszkał, bo rodzice mieszkali na wsi, z dala od miejskiego zgiełku. Ale brat się nie zgodził: uważał, że tak jest dobrze.

W ogóle go nie lubię, ma trudny charakter i lubi rządzić.

Kiedy mój mąż zaproponował mu przeprowadzkę, zaczął krzyczeć, mówiąc, że wyrzuca ze swojego domu krewnego. Mój mąż zaczął mu tłumaczyć, że przyzwyczailiśmy się już do osobnego mieszkania i że to po prostu niemożliwe, abyśmy we trójkę mieszkali w tak małym mieszkaniu. W odpowiedzi spojrzał na niego i powiedział:

-Kto będzie mi gotował obiad, prał ubrania, prasował?.

Co za tupet: uważa, że powinnam mu służyć jako służąca. Pokłócili się, mojemu mężowi nie udało się doprowadzić rozmowy do logicznego końca. Mój mąż nie lubi się kłócić, zwłaszcza z krewnymi.

Następnego dnia do męża zadzwoniła jego matka, która zaczęła mu robić wyrzuty, że wystawił brata na ulicę. Zauważyłam, że ręka mu się trzęsie ze złości. Postanowiłam porozmawiać z bratem męża, choć wydawało mi się, że nie jest przy zdrowych zmysłach. Odpowiedział mi ostro, że to jest dom jego brata i on ma prawo tu być. Uznał, że jeśli ma z nami mieszkać, to będzie mieszkał z nami, to nie podlegało dyskusji.

Spakowałam swoje rzeczy i pojechałam do mamy. A mój mąż wynajął pokój w hotelu. Nie mieliśmy innego wyboru. Jak można być tak bezczelnym?

By admin

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *