Zmrok gęstniał, a mąż z synem wciąż nie wracali. Weronika stała przy oknie, wpatrując się w ciemność, mając nadzieję dostrzec dwie znajome postacie. Raz po raz wybierała numer męża, ale telefon milczał. Kobieta już żałowała, że nalegała, aby Mikołaj odebrał dziecko z przedszkola. Nawet się pokłócili – on mówił, że dzisiaj nie może, a ona…
– Pewnie dobrze ci leżeć cały dzień na kanapie? A ja, nawiasem mówiąc, po pracy biegnę do ogrodu, a potem na szybko przygotowuję kolację! Masz świetną sytuację: ani pracy, ani pomocy w domu. Odbierz dzisiaj syna, nie obchodzi mnie, że boli cię głowa lub masz spotkanie z przyjacielem! Czas pomyśleć o rodzinie, jeśli nadal chcesz być jej częścią!
Teraz te słowa wydawały się zbyt ostre. Może należało być łagodniejszym? Ale z drugiej strony, jak długo miała to jeszcze znosić? Podczas gdy ona pracowała, krzątała się po domu, mąż leżał na kanapie, czasami coś robił na laptopie i narzekał, że nie może znaleźć pracy. A jej zmęczenie? Jej uczucia? Wydawało się, że mu to w ogóle nie obchodzi. Ostatnio Weronika czuła się jak koń pociągowy, uwięziony w niekończącej się rutynie.
Kiedy klucz zaskrzypiał w zamku, wzdrygnęła się. Nie zauważyła, jak weszli do klatki? Kobieta pospieszyła im na spotkanie i od razu objęła syna. Serce waliło jej jak szalone.
— Dlaczego tak długo? I dlaczego nie odbierałeś telefonów? Nie mogłam usiedzieć w miejscu! Myślałam, że coś się stało po drodze — zaczęła.
Mikołaj wyglądał na wyczerpanego, bladego. Próbował się uśmiechnąć i potrząsnął głową. Syn uśmiechał się radośnie, jego policzki były zimne od mrozu. Weronika pomogła Stepaszce rozebrać się i wysłała go umyć ręce.
— A teraz do stołu. Zrobiłam zupę i makaron z kotletami.
— Jaka z ciebie troskliwa gospodyni — powiedział Mikołaj, całując ją w czubek głowy. Wydzielał dziwny zapach — znajomy, ale jednocześnie niezrozumiały.
„Może na ulicy przechodzili obok czegoś pachnącego? A może ktoś w autobusie mocno się perfumował?” – pomyślała Weronika, ale postanowiła nie pytać. Pośpiesznie nakryła do stołu. Podekscytowanie nieco opadło. Najważniejsze, że byli w domu, razem.
– Mamo, a możesz upiec takie pyszne bułeczki z kremem w środku? Bardzo mi smakowały! – zapytał Stepa.
– Czy w ogrodzie poczęstowano was bułeczkami? – uśmiechnęła się Weronika.
– Nie, nie w ogrodzie. Po ogrodzie poszliśmy z tatą do jednej cioci. Poczęstowała mnie bułeczkami i herbatą z porzeczkami, podczas gdy oni rozmawiali w innym pokoju.
Oczy Weroniki zrobiły się okrągłe ze zdziwienia. Spojrzała na zbladłego męża. To dlatego się spóźnili! Oto jaka „pilna sprawa” go zatrzymała! Whisky uderzyła jej do głowy. Kobieta ledwo mogła się poruszyć. Gardło ścisnęło jej się w supeł.
— Mamo, upieczesz takie same bułeczki? — kontynuował syn.
– Tak, kochanie. Upiekę ci bułeczki… jeszcze smaczniejsze – wykrztusiła Veronica obojętnym głosem.
– Nick, to nie to, o czym myślę…
– Wynoś się z mojego mieszkania! – krzyknęła Veronica, nie mogąc już dłużej się powstrzymać. Jak śmiał siedzieć z nią przy jednym stole? Jak mógł patrzeć jej w oczy po tym wszystkim? — To dlatego nie mogłeś odebrać syna! Spotkanie z nią było ważniejsze, prawda? Zamknęliście się nawet w innym pokoju! Świetnie! Mogło być jeszcze gorzej! Jak możesz się nie wstydzić? Czy pomyślałeś chociaż o dziecku? Nie chcę cię widzieć! Wynoś się stąd! Bułeczkami odwracali uwagę dziecka, żeby sami… Nienawidzę cię! Nienawidzę!
— Veronique, proszę…
Nikolai próbował ją uspokoić, ale na próżno. Veronika była poza sobą. Wyglądało na to, że jest gotowa uderzyć go czymś ciężkim, jeśli nie zniknie natychmiast. Trzęsła się tak mocno, że nie można było jej powstrzymać.
Stepaśka zaczął płakać, przestraszony gniewem matki. Spojrzawszy na syna, Mikołaj zrozumiał, że nie można kontynuować rozmowy. Wstał w milczeniu od stołu i wyszedł do swojego pokoju. Weronika rzuciła się za nim, zaczynając pakować jego rzeczy do walizki i oskarżając go w każdym słowie. Wyraziła wszystko, co miała w sercu. Nikolai milczał, nie chcąc jej jeszcze bardziej rozgrzać. Wziął walizkę i wyszedł bez słowa. To dotknęło Veroniki najbardziej. Czy naprawdę była tak złą żoną, że nawet nie próbował się bronić? W głębi duszy chciała znaleźć jakieś usprawiedliwienie, ale czy można usprawiedliwić coś takiego? Przyjść z dzieckiem do kochanki! Jak coś takiego mogło wpaść do głowy normalnemu człowiekowi?
Oczy piekły od łez. Wypijając dwie szklanki wody, Weronika starała się uspokoić i pocieszyć przestraszonego syna.
– Dlaczego wyrzuciłaś tatę? On przecież nic złego nie zrobił! – zapytał Stioka, patrząc na matkę z urazą.
– Jesteś jeszcze mały, kochanie. Kiedy dorośniesz, wszystko zrozumiesz. Nie zrobiłam tego bez powodu, uwierz mi.
– To znaczy, że dzisiaj będę zasypiał sam!
Syn był wyraźnie zdenerwowany. Weronika zdawała sobie sprawę, że straciła panowanie nad sobą i przestraszyła dziecko. Trzeba było porozmawiać z mężem na osobności, ale w tej chwili emocje wzięły górę. Gardło ścisnęło się, chciało krzyczeć z bólu, płakać do utraty głosu, aby fizyczny ból zagłuszył cierpienie duszy.
Skulona na łóżku i chowając twarz w poduszce, Weronika długo płakała, aż w końcu zapadła w sen. Miała koszmary, z których nie mogła się wyrwać. Wydawało jej się, że ciemna otchłań wciąga ją coraz głębiej. Z trudem łapiąc oddech, gwałtownie się obudziła. Wstała, otworzyła okno i wdychała mroźne powietrze. Jej wzrok padł na zegarek Mikołaja, leżący na szafce nocnej. Przecież przysięgał, że jeśli kiedykolwiek zechce ją zdradzić, to na pewno jej o tym powie. Mówił, że lepiej się rozwieść, niż zdradzić. Jak mógł to zrobić? I jeszcze zabrać ze sobą syna?
Po umyciu się i przygotowaniu śniadania Weronika zaczęła się zbierać do pracy. Teraz sama będzie musiała opiekować się synem. Co prawda w porównaniu z ostatnimi miesiącami niewiele się zmieni, ale ta myśl i tak ją przerażała. Czy da sobie radę? Czy syn nie znienawidzi jej za to, że wygnała ojca? Przecież on jeszcze nie rozumie, czym jest zdrada. Wyjaśnienie mu tego teraz oznaczałoby jeszcze większą traumę dla jego dziecięcej psychiki.
— A tata wróci do domu? — zapytał Stepa, siadając do stołu.
— Być może, słoneczko. Jedz. Zaraz pojedziemy do ogrodu. Przejedziemy się samochodem, przecież to lubisz!
Nie mogła powiedzieć synowi prawdy – że tata już nie wróci. Weronika nie zamierzała pozwolić Mikołajowi widywać się z dzieckiem. Jeśli zdecydował się zabrać syna do kochanki, jak można ufać takiemu człowiekowi? Jeśli spróbuje zakwestionować jej decyzję, zrobi wszystko, aby pozbawić go praw rodzicielskich.
Po odwiezieniu syna do przedszkola Weronika poszła do pracy. Dzień minął jak w transie, ale udało jej się trochę oderwać myśli. Jednak ból spowodowany zdradą ukochanego nie dawał jej spokoju. Potrafiła wybaczyć wiele — nawet długie miesiące bez pracy. Ale zdradę? Nigdy. Jak można przymknąć oko na to, że ktoś cię zastąpił? To niemożliwe.
Koledzy pytali ją, czy wszystko w porządku. Szczególnie ciekawscy wypytywali o męża. Ktoś zauważył, że stała się drażliwa. To jeszcze bardziej ją złościło. Wydawało jej się, że ludzie potrzebują tylko plotek, a jej uczucia nikogo nie obchodzą.
Dni zamieniły się w szarą rutynę. Zdając sobie sprawę, że potrzebuje odpoczynku, Weronika poprosiła szefową o tydzień urlopu. Na razie wystarczało jej pieniędzy, miała niewielkie oszczędności. Chciała spędzić więcej czasu z synem, złożyć wniosek o rozwód… Na samą myśl o rozwodzie miała dreszcze. Nie powiedziała jeszcze rodzicom o tym, co się stało. Bała się wypowiedzieć to na głos, ponieważ zaakceptowanie końca związku i uświadomienie sobie rany w sercu było nie do zniesienia.
Przeglądając rzeczy męża, Weronika natknęła się na teczkę z jego dokumentami. Z notatek wypadło skierowanie na rezonans magnetyczny mózgu. Zdziwiła się: mąż nigdy nie mówił, że coś go niepokoi. Nie było też żadnych aluzji do badań. Weronika uznała, że skierowanie zostało wystawione w poprzedniej pracy, gdzie pracownicy regularnie przechodzili badania lekarskie.
Po zebraniu rzeczy zaproponowała synowi spacer. Udali się do parku oddalonego o dziesięć minut spacerem od domu. Samochód został na podwórku — spacer był korzystny dla obojga. Świeże powietrze, ruch, a jeśli się zmęczą, zawsze mogą wsiąść do autobusu.
Trzymając mocno syna za rękę, Weronika wspominała rodzinne spacery we trójkę. Zaledwie kilka miesięcy temu byli szczęśliwi, nie martwiąc się o nic. Kto mógł pomyśleć, że wszystko skończy się w ten sposób?
„Mamo, mamo!” – zawołał ją Stepa.
— Pamiętasz, obiecałaś upiec bułeczki, takie jak u tej cioci? Zrobisz?
Dlaczego znowu o nich wspomniał? Weronika zacisnęła zęby, ale nie chciała się złościć na dziecko, więc uśmiechnęła się.
— Dlaczego o nich wspomniałeś? Były bardzo smaczne?
— Tak! Tutaj chodziliśmy z tatą!
Chłopiec wskazał na budynek miejskiego szpitala. Weronika zmarszczyła brwi i uważnie spojrzała na syna. W głowie pojawiła się informacja z rzeczy męża.
— Synku, jesteś pewien, że to właśnie tutaj chodziłeś z tatą? — zapytała, starając się ukryć wzburzenie.
— Tak. Bardzo pachniało tam lekarstwami, jak u babci, ale bułeczki były bardzo smaczne.
Serce zaczęło bić szybciej. Czy to naprawdę nie była zdrada? Może mąż źle się czuł i był na badaniach? Ale dlaczego nic jej nie powiedział?
— A pamiętasz, gdzie dokładnie siedziała ta pani? Chciałabym poznać przepis na te bułeczki.
— Oczywiście, że pamiętam! — odpowiedział radośnie Stepa.
Veronika sama nie rozumiała, co robi, ale poszła za synem. Myśli mieszały się jej w głowie, aż znaleźli się przed gabinetem lekarza rodzinnego. Nie było kolejki, więc ostrożnie zapukała.
— Proszę wejść — usłyszała zmęczony głos.
— Ta pani dała mi pyszne bułeczki — szepnął Stepa, spuszczając zawstydzony głowę.
Tatyana Wasiliewna uśmiechnęła się do dziecka, a następnie przeniosła wzrok na Veronikę.
— Już skończyłam przyjęcie… Jeśli potrzebujesz przepisu, zwróć się do mojej asystentki.
— Proszę powiedzieć, czy Nikolai Vasiliev… naprawdę był u pani kilka tygodni temu ze Stupką?
Kobieta uśmiechnęła się gorzko i skinęła głową. W jej oczach widać było współczucie.
— Tak, był. Podano mu kroplówkę, a lekarstwa brał u mnie, ponieważ są one rozliczane.
— Kroplówkę? Co się z nim dzieje?
Weronika poczuła falę winy w piersi. Nie wysłuchała męża, pogrążając się w pracy i dążąc do zarobienia większych pieniędzy. Obwiniała go za bezczynność, nie zastanawiając się nad jego samopoczuciem. Teraz nienawidziła siebie za to.
— Mały, lubisz herbatę z bułeczkami? — uśmiechnęła się ciepło Tatiana Wasiliewna. Stiepka radośnie skinął głową, a kobieta natychmiast posadziła go przy stole. — Lepiej porozmawiamy w gabinecie zabiegowym. Teraz nikogo tam nie ma.
Weronika poszła za lekarzem, ledwo stawiając kroki. Czy to naprawdę było aż tak poważne? Ale dlaczego nic jej nie powiedział? Po co trzymał to w tajemnicy?
— U pańskiego męża wykryto guza mózgu. Potrzebna jest pilna operacja, ale kolejka na bezpłatną jest zbyt długa, a on nie ma już prawie czasu. Koszt prywatnej operacji jest wysoki. Mikołaj od razu odmówił, mówiąc, że nie stać was na takie pieniądze. Wpisałam go na listę, zrobiłam wszystko, co mogłam, bo znałam jego matkę. Błagał mnie, żebym nikomu nie mówiła – ani wam, ani jego matce. Jestem lekarzem, mam obowiązek zachować tajemnicę, ale teraz sytuacja jest inna. Mikołaj jest już drugi dzień na oddziale intensywnej terapii. Jego stan jest bardzo ciężki. Być może macie szansę się z nim pożegnać…
Łzy napłynęły jej do oczu. Veronika zamarła, sparaliżowana strachem. Jak mógł ukrywać przed nią, że pozostało mu tylko kilka dni życia?
— Ile kosztuje operacja? — zapytała przez łzy, ocierając mokre policzki.
— Bardzo dużo… — Tatyana Vasilievna podała kwotę. Ale dla Weroniki nie miało to już znaczenia. Bała się tylko jednego — że nie zdąży mu powiedzieć, jak bardzo obwinia się za swoje zachowanie. — Jeśli zbierzecie pieniądze w ciągu kilku dni… Możemy zdążyć.
— Musimy zdążyć — skinęła głową lekarka.
Nie można było zwlekać. Weronika pojechała do rodziców na wieś, zostawiając syna pod ich opieką. Krótko opowiedziała matce o tym, co się stało, a ta tylko ją przytuliła, życząc jej siły i spokoju.
Zebrała wszystkie kosztowności i zaniósła je do lombardu. Wystawiła na sprzedaż domek letniskowy, który odziedziczyła po dziadku, oraz samochód. Musiała obniżyć cenę poniżej wartości rynkowej, ale czas naglił. Kupiec na samochód znalazł się od razu – nawet nie targował się. Z domkiem letniskowym trzeba było się trochę namęczyć, ale drugiego dnia udało się go sprzedać. Z pieniędzmi w ręku Weronika pojechała taksówką do szpitala. Nie wpuszczono jej na oddział intensywnej terapii, ale po opłaceniu operacji udało się szybko znaleźć chirurga gotowego podjąć się leczenia.
Następnego dnia przygotowywano Mikołaja do operacji. Weronika siedziała w korytarzu, modląc się w milczeniu. Wiedziała, że jak tylko wyzdrowieje, koniecznie „nagrodzi” go za milczenie. Ale teraz wydawało się to drobiazgiem.
— Nika… Tania właśnie powiedziała, że zapłaciłaś za operację — obok niej usiadła teściowa.
Weronika podniosła na nią zapłakane oczy i skinęła głową.
— Niko, jeśli wszystko pójdzie dobrze, będę oddawać ci połowę emerytury, żebyście mogli kupić nowy samochód. Dziękuję ci za wszystko.
— Nie trzeba, Maria Aleksandrowna. O jakich pieniądzach teraz mowa? Pomódlmy się razem, żeby wszystko poszło dobrze.
Kobiety wzięły się za ręce i modliły się, aż chirurg wyszedł z sali operacyjnej. Poinformował, że operacja przebiegła pomyślnie — guz został całkowicie usunięty, życie i zdrowie pacjenta nie są już zagrożone.
W tym momencie Weronika rozpłakała się, chowając twarz w ramieniu teściowej. Wydawało się, jakby ogromny kamień spadł jej z barków. Czy to naprawdę się skończyło?
Trzy dni później Mikołaj został przeniesiony do sali. Był jeszcze bardzo słaby, z trudem mówił, ale patrzył na żonę z takim ciepłem i wdzięcznością, że serce Weroniki ścisnęło się z bólu.
— Wybacz mi… Byłam egoistką. Jak mogłam pomyśleć, że mnie zdradzasz? To niepojęte… Ale przysięgam: jak tylko dojdziesz do sił, na pewno cię zbiję za to, że ukrywałeś prawdę! Dlaczego od razu nie powiedziałeś o operacji?
Później Nikolai przyznał, że nie chciał być ciężarem. Po utracie pracy z powodu ciągłych bólów głowy i problemów z koncentracją, zarabiał na życie dorywczymi pracami, zarabiając grosze. Żona i tak utrzymywała rodzinę, a on nie mógł nawet pomóc w domu – ciągle miał „burzę w głowie”. Nie chciał, żeby ona szukała pieniędzy na operację.
— Jesteśmy rodziną, rozumiesz to? W rodzinie nie można milczeć o takich rzeczach! Żadnych więcej tajemnic. Słyszysz mnie? Inaczej może się powtórzyć to, co prawie się stało… Ja też się nakręcałam, wyciągałam błędne wnioski. Strach pomyśleć, gdzie byśmy teraz byli. My ze Stepaszką bardzo cię kochamy. Samochód i domek letniskowy – to wszystko można znowu zdobyć. Najważniejsze, żeby wszyscy byli żywi i zdrowi.
Nikołaj mocno ścisnął jej dłoń i obiecał, że jak tylko wyzdrowieje, koniecznie kupią nowy samochód. I nigdy więcej nie będzie ukrywał prawdy, bo szczerość jest podstawą każdego związku.
Po trzech miesiącach Nikołaj całkowicie wyzdrowiał. Stepa cieszył się, że tata znów jest w domu i rodzice nie kłócą się już. Czasami na stole pojawiały się te same bułeczki — Weronika dowiedziała się od Tatiany Wasiliewnej, gdzie znajduje się cukiernia, i teraz zaglądała tam w drodze z ogrodu.
Rodzina stała się jeszcze silniejsza. Każdy wyciągnął wnioski z tego, co się stało, aby nie popełnić więcej takich błędów.


