Tatyana właśnie przyszła na zmianę, gdy pod karetka pogotowia, a za nią cały ślubny konwój. Wszyscy jej koledzy wybiegli na ulicę: sytuacja, w której ślub przyjeżdża do kostnicy, jest niezwykle rzadka. W tym momencie właśnie odbywała się zmiana pracowników, więc zebrało się wiele osób.
Odsunęła się na bok. Pracowała tu od niedawna i prawie nie znała swoich kolegów, ale też nie starała się wyróżniać. Wszyscy wokół wiedzieli, skąd pochodzi, choć nie mówili o tym wprost.
Tatyana niedawno wyszła z więzienia. Nikt nie interesował się, za co siedziała, wiedzieli tylko, że była więźniarką.
Po prostu myła podłogi i wielu uważało, że to lepsze niż powrót na ścieżkę kradzieży. Ale nie trafiła do więzienia za kradzież: Tatiana zabiła swojego męża. Była mężatką zaledwie od roku, ale już drugiego dnia po ślubie zrozumiała, że wyszła za prawdziwego potwora, który do tego czasu udawał normalnego człowieka.
Przez rok znęcał się nad nią, a nie miała nikogo, kto mógłby jej pomóc – Tatiana wychowała się w domu dziecka. W końcu jej nerwy nie wytrzymały i kiedy po raz kolejny podniósł na nią rękę, chwyciła nóż.
Rodzina męża była liczna i wpływowa, domagając się dla niej najsurowszej kary. Jednak sędzia, starsza kobieta, zauważyła, że za takie czyny nie należy karać, ale dziękować, ponieważ świat się oczyszcza. Skazano ją na siedem lat, a po sześciu zwolniono warunkowo.
Nikt nie chciał jej zatrudnić, ale przypadkiem, przechodząc obok kostnicy, zauważyła ogłoszenie o pracy jako sanitariuszka. Wynagrodzenie było lepsze, niż można było się spodziewać. Tatiana opowiedziała swoją historię, przygotowując się na kolejną odmowę, ale została przyjęta. Na początku praca była ciężka, ale stary patolog Efretiowicz, zauważając jej strach, powiedział z uśmiechem:
— Trzeba bać się żywych, dziewczyno, a ci już nikogo nie skrzywdzą.
Tatyana zapamiętała jego słowa i po kilku zmianach już spokojnie podchodziła do swojej pracy i nie wzdrygała się przy każdym przypadkowym dotknięciu.
Z karetki wyciągnięto nosze, na których leżała panna młoda, a obok stał pan młody. Patrzeć na niego było bolesne: wydawał się nie zauważać nikogo i niczego, zagubiony we własnych myślach, patrzył tylko na twarz ukochanej. Krewni nie mogli go od razu zabrać; płakał, próbował się wyrwać i prawie siłą go wyprowadzili.
Później Tatiana usłyszała rozmowę sanitariuszy: pannę młodą otruła jej przyjaciółka bezpośrednio podczas ślubu. Okazało się, że pan młody spotykał się wcześniej z tą przyjaciółką, ale poznał pannę młodą i zakochał się w niej. Przyjaciółka nie potrafiła tego wybaczyć i teraz, mimo że została aresztowana, dziewczyny nie można już przywrócić do życia.
Przechodząc obok panny młodej na noszach, Tatiana zatrzymała się na chwilę: dziewczyna była niesamowicie piękna, jakby żywa, z spokojnym wyrazem twarzy.
— Tatiana, kończ w tej kabinie, umyj tutaj i zamknij — rozległ się głos Efremowicza.
— Nie będziecie dzisiaj przeprowadzać sekcji? — zapytała Tatiana.
– Nie, muszę pilnie wyjechać. Jutro przyjdę wcześniej i zacznę – odpowiedział patolog. – Tania, ja też jestem żywym człowiekiem i czasami mam pilne sprawy.
– Rozumiem – skinęła głową.
– Świetnie – powiedział. – Ci już nigdzie się nie spieszą, więc poczekają.
Odszedł, skręcając za róg, a Tatiana zastanowiła się: może praca wśród zmarłych sprawia, że ludzie stają się filozofami.
Kiedy skończyła myć podłogi, zamknęła jedną kabinę i wyszła na ulicę, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Niedaleko kostnicy na ławce siedział ktoś. Próbując dostrzec coś w gęstniejącym zmierzchu, zrozumiała, że to ten sam narzeczony. Jego nieruchoma postać naprzeciwko kostnicy budziła w niej niepokój, ale zebrała się na siły i podeszła.
– Czy mogę w czymś pomóc? – zapytała.
Z trudem skupił na niej wzrok i długo milczał, po czym cicho skinął głową:
– Czy może pani mnie do niej zaprowadzić?
– Nie, nie mogę. Zwolnią mnie – odpowiedziała szczerze Tatiana. – I nigdzie indziej nie zatrudnią mnie do pracy.
Młody człowiek skinął obojętnie głową, nie okazując emocji.
– Tak myślałem. A dlaczego nie chcą cię zatrudnić?
Tym razem zadał pytanie, jakby po to, by uniknąć ciszy. Tatiana spojrzała na niego i postanowiła odwrócić jego uwagę od ciężkich myśli:
– Niedawno wyszłam z więzienia, siedziałam za zabójstwo męża.
Ponownie skinął głową, jakby nic już nie było w stanie go zaskoczyć.
– To smutne. Nie przeprowadzono jeszcze sekcji zwłok?
– Nie, będzie jutro.
– Nie chcę nigdzie wyjeżdżać. Zostanę tutaj, a kiedy ją pochowam, sam też…
– Proszę, nie mów tak! – próbowała go przekonać Tatiana. – Rozumiem, że to trudne, ale nie można tak.
– Wiem. Ale już wszystko postanowiłem. – Odwrócił uwagę, dając do zrozumienia, że nie chce kontynuować rozmowy.
Tatyana zrozumiała, że nie jest w stanie go przekonać. Jedyne, co mogła zrobić, to poinformować jego rodzinę o jego stanie. Ci ludzie powinni wkrótce przyjechać po narzeczoną. Obok kostnicy jeszcze raz obejrzała narzeczonego: siedział nieruchomo, patrząc na budynek. Tatyana westchnęła ze smutkiem, było jej go żal.
Wróciła, aby dokończyć pracę. Sprzątając pomieszczenie, zauważyła, że panna młoda miała niezwykle świeży koloryt twarzy. Może to przez truciznę? Ostrożnie wzięła jej rękę, aby wyprostować ją i położyć wzdłuż ciała, i w tym samym momencie krzyknęła: ręka była ciepła i miękka. Tatyana ponownie ją dotknęła, nie wierząc swoim zmysłom. Mimo że w pomieszczeniu było zimno, ręka pozostawała ciepła.
Tatyana rzuciła się do torebki, nie wiedząc, jak sprawdzić swoje przypuszczenie. Postanowiła jednak skorzystać z lustra: jeśli przyłoży je do ust i nosa, oddech pozostawi ślad, jeśli jest. Znalazła lustro i pospieszyła z powrotem, prawie przewracając młodego sanitariusza.
– Tatyana, co się stało? – zapytał.
Valera był przewodniczącym grupy w medycznej szkole średniej. Miał reputację mądraly.
– Valera, szybko, chodź ze mną – wykrztusiła, żeby nie tracił czasu na pytania.
Tatyana podeszła do panny młodej i wyjęła lusterko. Valera, zauważając jej ruchy, zapytał:
– Po co to robisz?
Tanya przyłożyła lusterko do twarzy dziewczyny, a ono natychmiast zaparowało. Valera zerwał się na równe nogi i krzyknął:
– Tanya, szybko zadzwoń do Petra Efremovicha, ja zajmę się resztą!
Tanya wybierała numer, a Valera wrócił już z narzędziami, założył stetoskop i pochylił się nad panną młodą. Podczas gdy Tanya próbowała wyjaśnić sytuację Piotrowi Efremoviczowi, Valera podniósł głowę:
— Serce bije, choć bardzo słabo. Wzywam karetkę!
Tanya wybiegła na ulicę, wiedząc, że musi pilnie uspokoić narzeczonego. Chłopak nadal siedział w miejscu, a ona podbiegła do niego:
— Twoja narzeczona żyje!
Spojrzał na nią zdumionymi oczami, a w tym samym czasie do kostnicy podjechała karetka z wyciem syren.
– Nie kłamiesz? – zapytał, ściskając mocno jej rękę.
– Nie, nie wiem, jak to możliwe, ale twoja narzeczona żyje.
Chłopak zerwał się na równe nogi i pobiegł do drzwi kostnicy, właśnie w momencie, gdy wynoszono stamtąd dziewczynę. Lekarz trzymał kroplówkę.
– Idę z wami! – krzyknął narzeczony.
Lekarz spojrzał na niego surowo.
— Jestem jej mężem. Dzisiaj mieliśmy ślub.
Lekarz skinął głową:
— Do samochodu, szybko. Liczy się każda minuta.
Karetka odjechała, a Tania i Valera stali obok, patrząc za nią.
„Tatyana, wygląda na to, że dzisiaj uratowałaś życie. Lekarz powiedział, że gdyby nie zimno, panna młoda nie przeżyłaby. Trucizna była dziwna” – powiedział Valera, gdy drżenie jej rąk ustąpiło.
Ona otarła łzy, które pojawiły się w jej oczach, i cicho powiedziała:
— Życie za życie: jedno odebrałam, jedno uratowałam.
Valera usłyszał jej ciche słowa i uśmiechnął się.
— Tatyana, może napijemy się herbaty? Miejsce nie jest najprzyjemniejsze, ale jednak.
Zgodziła się:
— Na ulicy?
Uśmiechnięta para udała się na tę samą ławkę, na której przed chwilą siedział narzeczony.
Tanya zauważyła, że Valera nie jest wcale taki młody. Okulary dodawały mu młodości i naiwności, ale w rozmowie ujawniły się inne szczegóły – po wojsku pozostał na kontrakcie w szpitalu, co skłoniło go do podjęcia studiów medycznych.
— Widziałem pracę lekarzy: czasami popełniają błędy, tak jak dzisiaj, ale potrafią też dokonywać prawdziwych cudów w warunkach, o których nikt nie ma pojęcia. Tania, mogę zapytać, co się wydarzyło w twoim życiu?
Tania chwilę milczała, a potem opowiedziała Valerowi swoją historię. Słuchał w milczeniu, nie przerywając ani razu, a potem powiedział:
— Nie warto się nim męczyć.
Tania była zaskoczona:
— Jesteś pierwszym, który tak uważa, widząc we mnie ofiarę.
Nie zdążyli dopić herbaty, gdy przed kostnicą zatrzymał się samochód Piotra Efremowicza. Patolog zobaczył ich i podszedł do ławki:
— No co, gołąbki, siedzicie? — zapytał.
Valera, stukając się w kolano, odpowiedział:
— W mojej praktyce jeszcze nie było czegoś takiego: dziewczyna podała nie tę substancję. Podsunęła coś, co okazało się tylko środkiem nasennym, ale tak silnym, że oddech był ledwo słyszalny. Trochę więcej — i koniec.
— Dobrze, że dzisiaj postanowiłem nie otwierać — westchnął Efremowicz.
Tatyana patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami:
— Nigdy bym nie pomyślała, że coś takiego może się zdarzyć.
Następnego ranka opuściła kostnicę i udała się na przystanek autobusowy.
W pobliżu przystanku zatrzymał się samochód.
— Tatyana, wsiadaj, podwiozę cię — zaproponował Valera.
Zaskoczyło ją to: po co mu to, skoro wszyscy inni ją unikają? Odwróciła się w stronę kostnicy i zobaczyła sanitariuszy palących papierosy przy drzwiach i obserwujących ją. Valera spojrzał w lusterko i uśmiechnął się:
— Czy ich opinia jest dla ciebie ważna?
Tanya, po chwili wahania, wsiadła do samochodu. Po kilku tygodniach takich przejażdżek Valera niespodziewanie zaproponował:
— Tanya, może pójdziemy do kina lub do kawiarni?
Ona potrząsnęła głową.
— Dlaczego?
— Po co ci to? Przecież wiesz, że byłem w więzieniu — odpowiedziała Tanya.
„A ja walczyłem, strzelałem i to nie z zabawek. Nie przejmuj się, to wszystko bzdury” – nie ustępował.
Wieczorem Tania, sprzątając korytarz, zauważyła, że poprawił jej się nastrój. Nie udzieliła jeszcze odpowiedzi Valerowi, ale rozumiała, jak silna chęć pójścia z nim do kina lub kawiarni ogarnęła ją. Chciała żyć jak wszyscy, a nie być wyrzutkiem.
— Valera, jesteś idiotą? Po co ci to? Chcesz się pobawić? — dobiegło z pokoju, w którym odpoczywali sanitariusze.
— To moja sprawa i nikogo nie powinno to obchodzić — odpowiedział Valera.
— Oszalałeś! Ona przecież siedziała! Po co ci to? — nie dawał za wygraną ktoś.
Minutę później Valera wyszedł na korytarz, pocierając pięść:
— Słuchaj, jeszcze jedno złe słowo o Tani, a skończysz w kostnicy.
Sanitariusz cofnął się, prychając:
— Wy wszyscy tu jesteście szaleni.
Tania spojrzała na Valera, który mocno chwycił ją za łokieć i pociągnął za sobą.
— Tak dalej być nie może. Tania, naprawdę cię lubię. Trzeba coś z tym zrobić — oświadczył.
Spojrzała na niego zdezorientowana, gotowa zadać pytanie, gdy nagle obok rozległ się głos:
— Jak to? Musicie się pobrać! Zorganizujemy wesele, będziemy świętować!
Tania była zdumiona: czyżby miała halucynacje? Valera mówił jakieś niewyobrażalne rzeczy, a do tego jeszcze jakieś głosy! Odwróciła się i zobaczyła tego samego narzeczonego i jego narzeczoną. Dziewczyna, choć nieco blada, wyglądała pięknie. Z uśmiechem powiedziała:
— Musicie się zgodzić. Jesteście wspaniałą parą i chcemy wam podziękować.
Ale Valera i Tanya ostatecznie zrezygnowali z hucznej uroczystości — byli zbyt dorośli i mieli niewielu przyjaciół. Wtedy nowożeńcy podarowali im podróż poślubną nad morze. Tania nigdy nie widziała morza i wkrótce po ślubie odeszła z pracy. Valera powiedział, że z czasem znajdzie zajęcie, które jej odpowiada, a na razie jego obowiązkiem jest sprawiać jej radość i dbać o nią.


