Wiktor zamarł, jakby dostał prądem. Czas się zatrzymał, a serce waliło mu jak szalone w piersi. Ten wisiorek… od razu go rozpoznał.
— Przepraszam — jego głos zadrżał — skąd pani ma tę rzecz?
Sprzątaczka zmarszczyła brwi i odruchowo zasłoniła ozdobę dłonią.
— To… rodzinna pamiątka — odpowiedziała niepewnie.
— Nie — Wiktor gwałtownie zrobił krok do przodu. — To wisiorek mojej córki. Kupiłem go jej na szesnaste urodziny.
Kobieta zbledła i cofnęła się.
— Pani się myli…
— Nie! — jego palce zacisnęły się w pięści. — Z tyłu wygrawerowane są litery „A.K.” — Anna Kowalewa.
Sprzątaczka gwałtownie wciągnęła powietrze. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia.
— Skąd pani o tym wie?…
Wiktor poczuł, jak ziemia usuwa mu się spod nóg.
— Bo Anna to moja córka. Zniknęła dziesięć lat temu.
Prawda ukryta w ciemności
Kobieta, która przedstawiła się jako Lidia, drżała.
— Dała mi go mama… powiedziała, że znalazła go na ulicy.
— Kłamie pani! — Wiktor ledwo powstrzymywał gniew. — Anna nigdy nie zdejmowała tego wisiorka!
Lidia spuściła głowę.
— Nie… nie wiedziałam.
— Gdzie ona jest? — głos Wiktora się załamał. — Gdzie moja córka?!
Cisza. Potem szept:
— Umarła.
Świat się zawalił.
Tajemnica pochowana w przeszłości
Lidia opowiedziała, że jej mama pracowała w szpitalu. Pewnego dnia przywieziono tam dziewczynę po wypadku. Nie miała dokumentów, ale miała ten wisiorek. Dziewczyna zmarła, nie odzyskując przytomności.
— Mama chciała przekazać go rodzinie, ale… bała się.
— Dlaczego?! — Wiktor chwycił ją za ramiona.
— Bo tamtego dnia w szpitalu byli dziwni ludzie. Szukali czegoś. Mama myślała, że to niebezpieczne.
Wiktor cofnął się.
— Wie pani, gdzie jest pochowana?
Lidia skinęła głową.
Pożegnanie
Na opuszczonym cmentarzu za miastem Wiktor znalazł bezimienny kopiec.
— Przepraszam, córko… — padł na kolana.
Teraz znał prawdę. I ta prawda paliła jego duszę.
Ale przysiągł, że znajdzie tych, którzy ukrywali śmierć Anny.
I pomści ją.


