— Zofia? A co ty tu robisz? — Elżbieta była tak zaskoczona, że ledwo mogła mówić.
Myśli kłębiły się w głowie, a w sercu kipiała zazdrość i żal. Za co ją tak potraktowali? Czyżby nie kochała swojego męża? Czy była złą żoną i matką ich syna?
Ale to, co wydarzyło się potem, nie mieściło się w żadnych granicach.
Elżbieta była pewna, że ona i jej mąż są sobie przeznaczeni. A ponad dziesięć lat małżeństwa z Dawidem uważała za coś oczywistego.
Dziś wracała z delegacji, w którą wyjechała dwa dni wcześniej. Kilka dni temu szef wezwał ją do gabinetu i oznajmił, że nikt poza nią nie poradzi sobie z problemami w jednym z oddziałów.
— Tam jest pracy na trzy dni, nie więcej. Pakuj się, Elżbieto, i nawet nie próbuj szukać wymówek. Jutro wyjazd — powiedział do lekko poirytowanej kobiety.
Elżbieta miała swoje plany na najbliższe dni, a delegacja do innego miasta zupełnie do nich nie pasowała. Ale z szefem się nie dyskutuje. Nie mogła mu nawet przypomnieć, że sam kiedyś ustalił, iż w delegacje jeżdżą tylko młodsi pracownicy. A ona swoje już „wyjeździła”. Po trzydziestce liczyła na spokojniejszy i bardziej stabilny tryb pracy.
— Dawid, wyjeżdżam służbowo. Myślę, że wrócę za trzy dni. Pilnuj, żeby Leon odrabiał lekcje z korepetytorem, bo ostatnio się wymiguje. A ja płacę za to niemało. I żeby się odżywiał normalnie — nie chipsy i krakersy, tylko zupa i kotlety, które zostawiłam wam w lodówce.
— Dobrze, dopilnuję, nie martw się — burknął mąż, nie odrywając wzroku od telefonu.
— I to wszystko? — zdziwiła się Elżbieta. — W ogóle cię nie rusza, że wyjeżdżam? Oderwij się chociaż na chwilę od tego telefonu!
— Przecież to tylko trzy dni. Sama mówiłaś. Damy sobie radę bez ciebie.
Na te słowa Dawid w końcu podniósł wzrok i nawet się uśmiechnął.
— A czemu znowu ciebie wysyłają? Myślałem, że już masz to za sobą.
— Potrzebny jest ktoś doświadczony. Tak powiedział sam szef. Z doświadczeniem i charakterem! — odpowiedziała z dumą Elżbieta, wiedząc, jak bardzo cenią ją w pracy.
Będąc w delegacji, Elżbieta postanowiła się sprężyć i wrócić dzień wcześniej. Choćby po to, żeby mieć jeden dzień tylko dla siebie. Pociąg zbliżał się już do rodzinnego miasta, a ona była w wyśmienitym nastroju.
Z radością myślała o tym, jak wróci do pustego mieszkania. Mąż w pracy, dziesięcioletni Leon w szkole. A ona będzie miała czas tylko dla siebie.
Najpierw kąpiel z pachnącą pianą. Potem maseczki na twarz i dłonie. Może nawet krótka drzemka — luksus, na który nie pozwalała sobie od dawna.
A potem przyjdzie Leon. Trzeba będzie go nakarmić, pomóc z lekcjami. Przez tę pracę niemal zapomniała, jak to jest po prostu być mamą. Nawet na urlopie macierzyńskim długo nie siedziała — szybko wróciła do pracy, zostawiając dziesięciomiesięcznego Leona pod opieką emerytowanej ciotki.
Tego, że wraca, nie powiedziała Dawidowi — zapomniała albo zrobiła to celowo. Teraz to już nieważne. Niech to będzie niespodzianka. On wróci wieczorem, a tu czeka na niego kochająca żona, ciepła kolacja i lekcje z synem już odrobione. Czyż to nie błogosławieństwo?
Rozczulona, Elżbieta wstąpiła do sklepu i kupiła butelkę wytrawnego białego wina i ulubiony tort Dawida. Niech ten wieczór będzie romantyczny. Bardzo tego potrzebowała. Ostatnio coś zaczęło się psuć — ona cała w pracy, w domu same obowiązki, a Dawid ciągle w telefonie. Nawet nie mieli już o czym rozmawiać. Jak obcy, naprawdę.
Otwierając drzwi do mieszkania, Elżbieta nie od razu zrozumiała, że ktoś tam jest. Dopiero gdy zapaliła światło w przedpokoju i zobaczyła obce damskie botki, ogarnęła ją fala zimna. Potem spojrzała na jasne futro wiszące w szafie. Pachniało duszącymi, słodkimi perfumami, aż jej się zrobiło niedobrze.
A może to nie perfumy ją zemdliły, tylko świadomość, że zaraz wydarzy się coś bardzo nieprzyjemnego. Zamiast kąpieli, maseczek i rodzinnego wieczoru z winem i kolacją… już tego nie będzie. A może i całej rodziny już nie będzie. Bo zdrady Elżbieta wybaczyć nie zamierzała. Po prostu nie potrafiła.
Musiała się opanować. Musiała wyglądać silnie — nie żałośnie — w oczach zdradzającego męża i nieznanej kobiety, która ośmieliła się wejść do jej domu, by zabawiać się z cudzym mężem. By zburzyć jej szczęście.
Elżbieta słyszała śmiech i ciche rozmowy z ich małżeńskiej sypialni. A sama rozglądała się za czymś, co mogłaby chwycić do ręki, by rąbnąć nim tych dwoje „gołąbeczków”.
— Boże, jak mogłam do tego dopuścić? Dlaczego nie widziałam, nie czułam, że Dawid się ode mnie oddalił na tyle, by znaleźć sobie kochankę? I mało mu było — jeszcze przywlókł ją do naszego łóżka!


