– Czekasz na kogoś? – jej głos zabrzmiał spokojnie, bez śladu zdenerwowania.

Taras podniósł wzrok, a na jego twarzy nie pojawiło się ani zdziwienie, ani zakłopotanie. Po prostu się uśmiechnął.

– Na ciebie, oczywiście.

– Na mnie? – Olesia poczuła, jak ziemia pod jej nogami nagle znika. – A może na Żannę?

– Wszyscy mężczyźni są tacy sami, – Anna obniżyła głos do szeptu, jakby dzieliła się tajemnicą. – Wszyscy bez wyjątku! W pewnym momencie zaczyna im się nudzić i zaczynają szukać… nowych wrażeń. – Uljana wczoraj przyłapała swojego Renata z jakąś dziewczyną! Dziesięć lat małżeństwa – i wszystko na nic! – Anna z oburzeniem postawiła filiżankę na stole i wpatrywała się w przyjaciółkę, czekając na reakcję.

Olesia pokręciła głową. Lubiła Annę, ale czasami przyjaciółka za bardzo angażowała się w cudze problemy. Uljanę i Renata Olesia znała niezbyt dobrze – spotykali się na wspólnych imprezach kilka razy.

– Biedna Uljana… I co, przyłapała ich od razu w sypialni? – Olesia zamieszała łyżeczką zimną herbatę, czując dziwną niezręczność.

– Nie! Zobaczyła ich przypadkiem w restauracji. Wyobraź sobie – idą ręka w rękę, a ta dziewczyna jest naprawdę młodziutka! Studentka, chyba pierwszoroczna, – Anna przesunęła się bliżej. – Uljana od dawna coś podejrzewała. Renat jakby się zmienił – zaczął zostawać w pracy, otoczył się tajemnicami. A w weekendy – zawsze jakieś spotkania biznesowe! W niedzielę, wyobrażasz sobie?

Olesia zamyśliła się, kiwając głową. Taras również coraz częściej zostawał w pracy… Ale miał naprawdę dużo obowiązków. Niedawno go awansowali.

– Wszyscy mężczyźni tacy są, – Anna znowu obniżyła głos. – Wszyscy bez wyjątku! W pewnym momencie zaczyna im się nudzić i szukają… nowych wrażeń.

– Nie mów głupot, – słabo zaprzeczyła Olesia. – Taras nie jest taki.

Anna odchyliła się na krześle i sceptycznie uniosła brwi.

– Tak? A jesteś pewna?

– A może sprawdzimy twojego męża? – zaproponowała przyjaciółka. – Wtedy się dowiesz, czy ci wierny, czy nie.

Olesia poczuła, jak w jej wnętrzu pojawia się fala irytacji.

– Absolutnie. Jesteśmy razem od dziesięciu lat. Mamy dwoje cudownych dzieci.

– I co z tego? Uljana i Renat też mają dziecko. To ich nie powstrzymało.

– Taras mnie kocha, – Olesia powiedziała to stanowczo, ale gdzieś w głębi duszy pojawił się zdradziecki cień wątpliwości.

Anna uśmiechnęła się, jakby przeczytała myśli przyjaciółki.

– A może sprawdzimy twojego męża? – zaproponowała. – Wtedy się przekonasz, czy ci wierny!

– Co za bzdury? – Olesia zmarszczyła brwi. – Nie zamierzam szpiegować mojego własnego męża.

– A kto mówi o szpiegowaniu? – Anna pochyliła się do przodu. – Jest prostszy sposób. Stworzymy fałszywe konto jakiejś pięknej dziewczyny, napiszemy do niego, zobaczymy, jak zareaguje…

– Nie! – Olesia stanowczo odsunęła filiżankę. – To… nieuczciwe. I w ogóle – ufam mu.

– No-no, – Anna kiwnęła głową z wyższością. – Uljana też ufała.

Pierwsze oznaki wątpliwości zaczęły przedzierać się do świadomości Olesii, jak woda przez pękniętą tamę. Drobne rzeczy, na które wcześniej nie zwracała uwagi, nagle nabrały złowieszczego sensu.

Taras naprawdę zaczął częściej zostawać w pracy. Czasami próbowała się do niego dodzwonić wieczorem, ale nie odbierał telefonu. „Spotkanie”, – krótko wyjaśniał później.

Dziesięć lat małżeństwa minęło jak jeden dzień. Poznała Tarasa na uniwersytecie – on studiował prawo, ona była na psychologii. Przyciągnęła ją jego pewność siebie, jakieś wewnętrzne poczucie godności. Nie flirtował z nią, jak inni chłopcy, tylko po prostu zaprosił ją do kina – grzecznie i prosto. Potem były trzy lata związku, a teraz już dziesięć lat wspólnego życia.

Kłócili się, oczywiście. Szczególnie trudno było po narodzinach Arsenija – Olesia nie mogła poradzić sobie z nową rolą matki, Taras również nie był gotowy na to, że dziecko wymaga tyle uwagi. Drugie dziecko, Maję, mieli już wtedy, gdy pokonali kryzys i nauczyli się być rodzicami… A potem znów było ciężko.

Teraz Arsenij ma pięć lat, Maja trzy. Dzieci są cudowne, ale prawie nie ma czasu dla siebie. A najważniejsze – nie ma czasu dla nich z Tarasem. Kiedy ostatni raz wychodzili gdzieś razem? Pół roku temu? Rok?

– A może sprawdzimy twojego męża? – zaproponowała przyjaciółka. – Wtedy się dowiesz, czy ci wierny, czy nie.

Olesia często łapała się na myśli, że stopniowo staje się zaprogramowaną maszyną, która kręci się pomiędzy pracą, praniem, gotowaniem i układaniem dzieci do snu. A Taras coraz częściej siedzi w telefonie, odpowiadając na służbowe maile nawet w weekendy.

Teraz – dzieci w końcu zasnęły, a Taras w salonie, wpatrzony w smartfon, coś zafascynowany pisze. Olesia podeszła cicho, ale on i tak usłyszał – i natychmiast wyłączył ekran.

– Co tam ciekawego? – zapytała, starając się, by jej głos brzmiał swobodnie.

– Tak… służbowa korespondencja, – odpowiedział Taras, ale jego oczy unikały jej spojrzenia. I serce Olesii ściśnięte zostało złowrogim przeczuciem.

– Jednak uważam, że to zła idea, – Olesia nerwowo przygryzała wargę, patrząc, jak Anna tworzy nowy profil w mediach społecznościowych.

– Zrelaksuj się! Po prostu sprawdzimy jego reakcję, – machnęła ręką przyjaciółka. – Jeśli ci wierny, to zignoruje wiadomość lub grzecznie odmówi.

– A kogo my… – Olesia zawahała się, – będziemy udawać?

– Myślę, że młodą, niezamożną dziewczynę, – Anna z entuzjazmem wypełniała formularz. – Około dwudziestu pięciu lat, żeby nie za młoda, ale też nie rówieśniczka. Co powiesz?

Olesia skrzywiła się.

– Nie podoba mi się to… Jeśli już, to chociaż uczciwie. Niech chociaż wiek będzie podobny do mojego.

– Nudne! – prychnęła Anna. – Mężczyzn przyciągają młodsze… W ogóle, kompromis – dwadzieścia siedem lat, pasuje?

Olesia niechętnie kiwnęła głową. W końcu, była pewna Tarasa. Ten pomysł po prostu pokaże, że Anna się myli.

– A skąd weźmiemy zdjęcia?

– Mam pomysł, – Anna uśmiechnęła się. – Pamiętasz Katię? Była parę razy na naszych imprezach. Ma siostrę w odpowiednim wieku. Piękną, żywą, dokładnie to, czego potrzeba. Mieszka w Petersburgu, więc nikt jej tu nie zna. A do tego ma mnóstwo selfie na Instagramie – patrz.

Olesia spojrzała na ekran telefonu. Faktycznie, ładna dziewczyna – smukła brunetka z wyrazistymi oczami.
— Tak, imię… niech będzie Żanna — kontynuowała Anna. — Niedawno przeprowadziła się do naszego miasta, pracuje w marketingu… jest samotna i szuka nowych znajomości.

— Anna, nie jestem pewna… — zaczęła znowu Olesya, ale przyjaciółka już ładowała zdjęcia do profilu. Tworzymy kilka postów o przeprowadzce i życiu od nowa, żeby konto nie wyglądało na fałszywe. Gotowe! Teraz wysyłamy zaproszenie do znajomych twojemu mężowi i piszemy jakąś kuszącą wiadomość.

— Poczekaj! — Olesya w panice złapała przyjaciółkę za rękę. — Chociaż niechbyśmy nie pisały pierwsze. Po prostu wyślemy zaproszenie i zobaczymy, czy przyjmie.

— Nudne! — powiedziała Anna. — Ale dobrze, niech będzie po twojemu. Na pierwszy raz.

Taras zaakceptował zaproszenie następnego dnia. Olesya zobaczyła powiadomienie, gdy z Anną znowu spotkały się na kawie.

— Widzisz? — z triumfem powiedziała Anna.

— Może po prostu jest uprzejmy — niepewnie zaprotestowała Olesya. — Zawsze przyjmuje zawodowe kontakty.

— Tak, tak, opowiadaj — Anna już pisała wiadomość. — „Cześć! Nie znamy się, ale zainteresowałeś mnie. Nie masz nic przeciwko, żeby porozmawiać?” Nic szczególnego, po prostu przyjazne powitanie.

Olesya poczuła, jak w środku wszystko się kurczy. Ten pomysł podobał jej się coraz mniej.

Odpowiedź przyszła po godzinie: „Cześć, oczywiście, nie mam nic przeciwko. Niedawno w mieście? Czym się zajmujesz?”

– A może sprawdzimy twojego męża? – zaproponowała przyjaciółka. – Wtedy się dowiesz, czy ci wierny, czy nie.

— Widzisz? — Anna znacząco uniosła brwi. — Nie tylko odpowiedział, ale i wykazał zainteresowanie!

— To tylko uprzedzenie — upierała się Olesya, ale w środku zaczęły pojawiać się wątpliwości.

W ciągu następnych trzech dni rozmowa stawała się coraz bardziej ożywiona. „Żanna” flirtowała coraz śmielej, a ku przerażeniu Olesyi, Taras odpowiadał. Co więcej — sam zaczął zadawać osobiste pytania i wspomniał, że „ostatnio czuje się samotny, mimo aktywnego życia towarzyskiego”.

— Nawet nie wspomniał, że jest żonaty! — W głosie Anny brzmiał złośliwy triumf. — A na bezpośrednie pytania o stan cywilny odpowiada wymijająco.

A potem „Żanna” zaproponowała spotkanie. I Taras się zgodził. Powiedział, że będzie w kawiarni „Ermitaż” o siódmej wieczorem w piątek.

— Na tym kończymy eksperyment — stanowczo powiedziała Olesya, wycierając łzy. — Ja sama pójdę na to spotkanie.

Poranek piątku Olesya powitała z czerwonymi od łez oczami. Nonna, ich niania, zaniepokojenie patrzyła na nią, ale nie zadawała pytań — i za to była wdzięczna.

Przechodząc obok gabinetu, Olesya usłyszała, jak Taras rozmawia z kimś przez telefon.

— Nie, o siódmej nie mogę, mam bardzo ważne spotkanie — w jego głosie było widać zaniepokojenie.

Serce Olesyi skurczyło się boleśnie. On naprawdę idzie na to spotkanie. On naprawdę… Nie, nie mogła nawet pomyśleć tego słowa.

Wzięła wolne z pracy wcześniej, tłumacząc się bólem głowy. W domu stała długo przed lustrem, przyglądając się swojemu odbiciu. Twarz opadła, w oczach — ból. Starannie nałożyła makijaż, próbując ukryć ślady bezsennej nocy, założyła najlepszą sukienkę. Jeśli już ma się takie upokorzenie, to przynajmniej powinna wyglądać godnie.

Kawiarnia „Ermitaż” znajdowała się w centrum miasta. Olesya przyszła dwadzieścia minut wcześniej niż umówiono i zajęła stolik w odległym rogu, skąd dobrze widziała całą salę, a ją samą było trudno zauważyć.

Bez pięciu siódma pojawił się Taras — zadbany, w ciemnoniebieskiej marynarce, jak obiecał, i z bukietem czerwonych róż. Serce Olesyi skurczyło się boleśnie. Kiedy ostatni raz dawał jej kwiaty? Na ósmego marca? Czy na urodziny?

Taras usiadł przy stoliku przy oknie i zamówił coś u nadchodzącego kelnera. Potem zaczął zerkać na zegarek i na drzwi wejściowe.

Olesya zamarła, nie wiedząc, co robić dalej. Podejść teraz? A może w ogóle nie podejść?

I wtedy zobaczyła Annę. Przyjaciółka przemknęła do kawiarni i niepostrzeżenie pomachała jej ręką zza fikusa.

„Teraz albo nigdy” — pomyślała Olesya i zdecydowanie wstała. Trzy kroki do stolika męża wydawały się jej nieskończonością.

— Czekasz na kogoś? — Jej głos zabrzmiał zaskakująco równo.

Taras podniósł wzrok — a na jego twarzy nie było ani cienia zdziwienia, ani zmieszania. Po prostu się uśmiechnął.

— Ciebie, oczywiście.

— Mnie? — Olesya poczuła, jak ziemia usuwa się spod nóg. — A może Żannę?

Taras westchnął, wyciągnął telefon, odblokował go i podał jej.

— Wiedziałem, że to wy z Anią, od samego początku.

Na ekranie była otwarta rozmowa z „Żanną”. Olesya przeleciała wzrokiem ostatnie wiadomości i zamarła — Taras bezpośrednio pytał, czy za tym profilem nie stoi jego żona.

— Ale… Jak to zrozumiałeś?
— Po pierwsze, zdjęcia. Poznałem dziewczynę na nich. Na początku myślałem, że mi się tylko wydaje, ale nie, na pewno ją widziałem. Potem przypomniałem sobie, gdzie ją widziałem, była na urodzinach Arsenija, pamiętasz? To było dawno, oczywiście, ale wiesz, mam dobrą pamięć do twarzy. Ale żeby się upewnić, przejrzałem album ze zdjęciami na stronie Ani z tamtych urodzin. Po drugie, sposób komunikacji. Anna ma bardzo specyficzny sposób pisania, z tymi jej ciągłymi wykrzyknikami.

– A może sprawdzimy twojego męża? – zaproponowała przyjaciółka. – Wtedy się dowiesz, czy ci wierny, czy nie.

Olesia opadła na krzesło naprzeciwko męża, czując, jak do gardła podchodzi jej gula.

— A ty mimo wszystko zgodziłeś się na spotkanie? I kwiaty kupiłeś?

— Postanowiłem, że skoro zaczęłaś taką grę, to warto ją doprowadzić do końca — Taras wzruszył ramionami. — Poza tym, mamy dzisiaj wyjątkowy dzień. Czy zapomniałaś?

Olesia zmarszczyła brwi, gorączkowo próbując sobie przypomnieć. Co przeoczyła?

— Dziesięć lat i miesiąc od naszej ślubu — delikatnie przypomniał Taras. — Rocznicę przeoczyliśmy przez moją delegację, pamiętasz? Obiecałem, że na pewno ją uczcimy, kiedy będzie okazja.

— Ale powiedziałeś tej… w wiadomości… że jesteś wolny — Olesia wciąż nie mogła uwierzyć.

— Postanowiłem się poddać. Chciałem zobaczyć, jak daleko pójdziesz — w jego głosie zabrzmiały nuty rozczarowania. — I szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że naprawdę zorganizujesz taką próbę. Nie sądziłem, że mi tak mało ufasz.

Olesia poczuła, jak rumieniec wstępuje jej na policzki z wstydu.

— Ja… — zawahała się. — Anna opowiedziała o Uljanie i Renacie, i po prostu… zaczęłam wątpić. Ostatnio tak dużo pracujesz, prawie się nie widzimy…

Taras patrzył na nią uważnie, a Olesia nie mogła zrozumieć, co kryje się w tym spojrzeniu — złość, rozczarowanie, czy coś innego.

Nagle podeszła do ich stolika młoda kobieta z teczką dokumentów.

— Przepraszam za spóźnienie — wyciągnęła rękę do Tarasa. — Korki były okropne. Wszystkie dokumenty gotowe, możemy przejść do omówienia szczegółów.

Olesia spojrzała zdezorientowana na kobietę, a potem na męża.

— To Karina, agentka nieruchomości — wyjaśnił Taras. — Chciałem zrobić ci niespodziankę. Oglądaliśmy nowe mieszkanie — przestronne, z osobnymi pokojami dla Arsenija i Mai.

— Nowe mieszkanie? — powtórzyła Olesia.

— Tak, ja… — Taras zawahał się, zauważając wyraz twarzy żony. — Coś nie tak?

Karina przenosiła zdezorientowane spojrzenie z Tarasa na Olesię.

— Może podejdę później? — delikatnie zapytała.

— Tak, proszę — skinął głową Taras, a gdy agentka odeszła, zwrócił się do Olesii. — Przepraszam, nie myślałem, że wszystko potoczy się w ten sposób.

— Nie, to ty przeproś mnie — Olesia poczuła, jak łzy cisną się do oczu. — Jestem taka głupia…

Taras westchnął, a potem milcząco wyjął z bukietu małą kopertę i podał jej. Olesia spojrzała na męża z niedowierzaniem.

— Otwórz — powiedział delikatnie.

Drżącymi rękami otworzyła kopertę. W środku była kartka, na której pismem Tarasa było napisane: „Kochanej żonie z okazji dziesięciolecia naszej rodziny. Dziękuję za dwoje cudownych dzieci i za każdy dzień spędzony z tobą. Na zawsze twój, Taras.”

Łzy zaczęły spływać po policzkach Olesii, rozmazując starannie nałożony makijaż.

— Przepraszam — szepnęła. — Przepraszam…

Taras podał jej bukiet.

— Wiedziałem, że to ty przyjdziesz. Ten bukiet zawsze był dla ciebie — powiedział cicho. — Szkoda tylko, że przyszłaś nie jako kochająca żona, ale jak śledczy.

A w jego słowach było tyle goryczy, że Olesia poczuła, jak serce zaciska się z bólu.

W domu panowała cisza. Nonna położyła dzieci spać i poszła. Taras milcząco przeszedł do salonu, Olesia postawiła bukiet w wazonie, nie wiedząc, co powiedzieć. Napięte milczenie wisiało między nimi, jak mgła.

– A może sprawdzimy twojego męża? – zaproponowała przyjaciółka. – Wtedy się dowiesz, czy ci wierny, czy nie.

— Taras — w końcu powiedziała, zbierając się na odwagę. — Wiem, że postąpiłam głupio. Ale wydawało mi się…

— Że jestem jak Renat? — gorzko się uśmiechnął, nie patrząc na nią. — Że dziesięć lat małżeństwa nic nie znaczy?

— Nie, oczywiście, że nie! — Olesia podeszła bliżej. — Po prostu ostatnio zawsze znikałeś, ciągle siedziałeś w telefonie…

Taras podniósł na nią zmęczony wzrok.

— Oszczędzałem na pierwszy wkład do mieszkania. Brałem dodatkowe projekty, konsultowałem w weekendy. A w telefonie rozmawiałem z agentami nieruchomości, oglądałem opcje.

Olesia poczuła, jak znów podchodzi jej gula do gardła.

— Nie wiedziałam… Nic mi nie powiedziałeś.

— Chciałem zrobić niespodziankę. Myślałem, że się ucieszysz.

— Z czego? Z całkowitego braku uwagi? Po urodzeniu Mai i tak zaczęłam czuć się niepewnie. Dzieci, dom, wszystko na mojej głowie. Wydawało mi się, że zaniedbałam siebie, zawsze w dresach, zmęczona… I wydawało mi się, że patrzysz na mnie inaczej. A potem te ciągłe dodatkowe projekty. Czasem przez tygodnie widzieliśmy się po dwadzieścia minut: przychodziłeś, piłeś herbatę i szedłeś spać. I tyle! A potem Ania ze swoim „Sprawdźmy to”. Na początku odmówiłam, ale potem przez tydzień nie wróciłeś do domu na czas ani razu. Co miałam myśleć?

Taras w końcu zwrócił się do niej.

— Olesia, to głupstwa. Patrzę na ciebie tak samo, jak dziesięć lat temu.

— Naprawdę? — podniosła na niego wilgotne oczy.

Taras skinął głową, a w tym momencie zadzwonił telefon Olesii. Anna. Olesia odrzuciła połączenie.

— Nie chcesz z nią porozmawiać? — zapytał Taras.

— Nie teraz — Olesia pokręciła głową. — Ja… Ja wciąż ją obwiniam. Gdyby nie jej pomysł z tą głupią próbą…

— Nie obwiniaj Anny — niespodziewanie łagodnie powiedział Taras. — Problem nie leżał w niej. Problem leżał w twoich wątpliwościach. No i w moim zawodowym pędzie. Byłem tak pochłonięty pomysłem, żeby ci zrobić niespodziankę, że nie pomyślałem, jak to będzie wyglądać z twojej strony.

Olesia zamyśliła się, bawiąc palcem krawędzią wazonu z kwiatami, potem wyjęła kartkę i ponownie ją przeczytała.

— Wiesz, co najbardziej mnie zaskoczyło? — powiedziała cicho. — To, że podpisałeś tę kartkę, przygotowując się na spotkanie. Wiedziałeś, że przyjdę, że to ja zorganizowałam tę głupią próbę, a mimo to dalej mnie kochałeś.

Taras objął ją ramionami.

— Chcesz zobaczyć zdjęcia naszej potencjalnej nowej mieszkania?

Olesia skinęła głową, czując, jak ciężar ostatnich dni w końcu ustępuje.

Taras wyciągnął tablet i zaczął pokazywać jej zdjęcia przestronnego, jasnego mieszkania. A podczas gdy omawiali rozmieszczenie pokoi i widok z okna, Olesia czuła, jak powoli wraca to ciepło między nimi, które bała się stracić na zawsze.

Tego wieczoru Olesia zrozumiała prostą prawdę: prawdziwej wierności nie da się sprawdzić — w nią trzeba po prostu wierzyć.

– A może sprawdzimy twojego męża? – zaproponowała przyjaciółka. – Wtedy się dowiesz, czy ci wierny, czy nie.

– A może sprawdzimy twojego męża? – zaproponowała przyjaciółka. – Wtedy się dowiesz, czy ci wierny, czy nie.
– Czekasz na kogoś? – jej głos zabrzmiał spokojnie, bez śladu zdenerwowania.

Taras podniósł wzrok, a na jego twarzy nie pojawiło się ani zdziwienie, ani zakłopotanie. Po prostu się uśmiechnął.

– Na ciebie, oczywiście.

– Na mnie? – Olesia poczuła, jak ziemia pod jej nogami nagle znika. – A może na Żannę?

– Wszyscy mężczyźni są tacy sami, – Anna obniżyła głos do szeptu, jakby dzieliła się tajemnicą. – Wszyscy bez wyjątku! W pewnym momencie zaczyna im się nudzić i zaczynają szukać… nowych wrażeń. – Uljana wczoraj przyłapała swojego Renata z jakąś dziewczyną! Dziesięć lat małżeństwa – i wszystko na nic! – Anna z oburzeniem postawiła filiżankę na stole i wpatrywała się w przyjaciółkę, czekając na reakcję.

Olesia pokręciła głową. Lubiła Annę, ale czasami przyjaciółka za bardzo angażowała się w cudze problemy. Uljanę i Renata Olesia znała niezbyt dobrze – spotykali się na wspólnych imprezach kilka razy.

– Biedna Uljana… I co, przyłapała ich od razu w sypialni? – Olesia zamieszała łyżeczką zimną herbatę, czując dziwną niezręczność.

– Nie! Zobaczyła ich przypadkiem w restauracji. Wyobraź sobie – idą ręka w rękę, a ta dziewczyna jest naprawdę młodziutka! Studentka, chyba pierwszoroczna, – Anna przesunęła się bliżej. – Uljana od dawna coś podejrzewała. Renat jakby się zmienił – zaczął zostawać w pracy, otoczył się tajemnicami. A w weekendy – zawsze jakieś spotkania biznesowe! W niedzielę, wyobrażasz sobie?

Olesia zamyśliła się, kiwając głową. Taras również coraz częściej zostawał w pracy… Ale miał naprawdę dużo obowiązków. Niedawno go awansowali.

– Wszyscy mężczyźni tacy są, – Anna znowu obniżyła głos. – Wszyscy bez wyjątku! W pewnym momencie zaczyna im się nudzić i szukają… nowych wrażeń.

– Nie mów głupot, – słabo zaprzeczyła Olesia. – Taras nie jest taki.

Anna odchyliła się na krześle i sceptycznie uniosła brwi.

– Tak? A jesteś pewna?

Olesia poczuła, jak w jej wnętrzu pojawia się fala irytacji.

– Absolutnie. Jesteśmy razem od dziesięciu lat. Mamy dwoje cudownych dzieci.

– I co z tego? Uljana i Renat też mają dziecko. To ich nie powstrzymało.

– Taras mnie kocha, – Olesia powiedziała to stanowczo, ale gdzieś w głębi duszy pojawił się zdradziecki cień wątpliwości.

Anna uśmiechnęła się, jakby przeczytała myśli przyjaciółki.

– A może sprawdzimy twojego męża? – zaproponowała. – Wtedy się przekonasz, czy ci wierny!

– Co za bzdury? – Olesia zmarszczyła brwi. – Nie zamierzam szpiegować mojego własnego męża.

– A kto mówi o szpiegowaniu? – Anna pochyliła się do przodu. – Jest prostszy sposób. Stworzymy fałszywe konto jakiejś pięknej dziewczyny, napiszemy do niego, zobaczymy, jak zareaguje…

– Nie! – Olesia stanowczo odsunęła filiżankę. – To… nieuczciwe. I w ogóle – ufam mu.

By admin

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *