Waleria była już spóźniona. Biegła z kawiarni, ściskając w ręku teczkę z CV i marząc, żeby chociaż metro przyjechało na czas. Wszystko miało być idealne – makijaż zrobiła o szóstej rano, garnitur pożyczyła od siostry, a włosy prostowała pół godziny. Ale wiadomo, życie lubi mieć inne plany.

I wtedy go zobaczyła.

Starszy pan, taki elegancki, w kapeluszu i płaszczu, nagle przystanął po drugiej stronie ulicy. Chwycił się za pierś, zatoczył… i powoli runął na chodnik. Nikt nie reagował. Serio, ludzie tylko przyspieszali kroku albo udawali, że tego nie widzą.

Waleria bez wahania rzuciła się w jego stronę.
— Proszę pana! Proszę pana, co się dzieje? — uklękła obok, cała w nerwach.
Starszy mężczyzna nie był w stanie mówić, tylko wskazał drżącą ręką na swoją torbę.
— Leki… tam… — wyszeptał.

Bez zastanowienia otworzyła torbę i zaczęła przeszukiwać wszystko jak szalona. W końcu znalazła blister tabletek, podała mu jedną i pomogła przełknąć. Ludzie wreszcie zaczęli się zatrzymywać. Ktoś zadzwonił po karetkę.

Po kilku minutach pan zaczął oddychać spokojniej. Otworzył oczy, spojrzał na nią z wdzięcznością.
— Uratowała mi pani życie… — powiedział słabym głosem. — Nie wiem, jak się odwdzięczyć.

— Proszę nic nie robić, najważniejsze, że już lepiej… — I wtedy ją tknęło. ROZMOWA! Spojrzała na zegarek.

— Cholera jasna! — mruknęła, po czym zerwała się na równe nogi. — Muszę lecieć!

Zostawiła mężczyznę pod opieką innych przechodniów i popędziła do metra jak szalona. W wagonie, dysząc ciężko, spojrzała na swoje odbicie w szybie. Włosy w nieładzie, podkład rozmazany, oddech nieregularny. „Super, po prostu idealnie wyglądam na rozmowę życia” — pomyślała sarkastycznie.

Dotarła do budynku biura piętnaście minut po czasie. Wzięła kilka głębokich wdechów, poprawiła kołnierzyk i zapukała do drzwi z napisem „Reżyser”.

— Proszę? — usłyszała niski głos z wnętrza.

Otworzyła drzwi i… zamarła. Za biurkiem siedział… ten sam starszy pan. Bez płaszcza, ale z tą samą twarzą. Spojrzał na nią i aż złapał się za serce — tym razem z wrażenia, nie bólu.
— To… pani?! — wykrztusił. — Moja bohaterka?!

Waleria otworzyła usta, ale nie wiedziała, co powiedzieć.
— Ja… przyszłam na rozmowę kwalifikacyjną.

Starszy pan uśmiechnął się od ucha do ucha.
— Proszę usiąść. Myślę, że już wiem wszystko, co trzeba.

By admin

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *