Cristina zamarła, gdy zobaczyła, że Sandu wchodzi na podwórko nieznanego domu. Rozejrzał się, jakby chciał się upewnić, że nikt go nie widzi – a wtedy żołądek Cristiny się ścisnął.
„Może to tylko jakiś stary przyjaciel” – próbowała się uspokoić, ale jej myśli już pędziły do przodu.
Po prawie godzinie czekania ciekawość zwyciężyła i Cristina podeszła bliżej. Dom był prosty, ale zadbany. Podkradła się do bocznego okna i zajrzała do środka. Widok odebrał jej dech.
Sandu trzymał na kolanach małego chłopca, który mógł mieć około trzech lat. Obok nich młoda kobieta nakrywała do stołu. Scena była zbyt intymna.
Cristina uciekła, drżąca usiadła z powrotem do samochodu. W głowie dudniły pytania: kim jest ta kobieta? Kim jest to dziecko? Byli z Sandu małżeństwem od dziesięciu lat i nigdy nie mogli mieć dzieci – przynajmniej tak mówili lekarze z powodu problemów zdrowotnych Sandu.
Cristina pojechała do Tamary, matki Sandu.
— Cristina! Co za niespodzianka! Sandu nie mówił, że przyjedziesz.
— Bo nie wie — odpowiedziała ponuro Cristina. — Tamaro, kim jest ta kobieta, z którą Sandu spotyka się w tajemnicy? I to dziecko?
Twarz Tamary zmieniła się. Strach, poczucie winy, smutek.
— Wejdź, Cristina. To długa historia…
W kuchni, przy filiżance herbaty, Cristina czuła, jak jej świat się rozpada.
— Nazywa się Ioana. Sandu poznał ją pięć lat temu, gdy przychodził do mnie. Kobieta wtedy właśnie się tu przeprowadziła, świeżo po rozwodzie. Na początku byli tylko przyjaciółmi, ale potem… zbliżyli się do siebie.
— A dziecko?
— Matei. Ma trzy i pół roku.
Serce Cristiny pękło. Sandu miał syna – podczas gdy jej mówił, że nie może mieć dzieci.
— Dlaczego mnie okłamał?
— Bo cię kochał. I był słaby. A potem, gdy urodził się Matei, nie potrafił już z niego zrezygnować.
— I myślał, że podwójne życie nie zrani nikogo?
Cristina zażądała adresu i ruszyła. W drodze przypominała sobie każde dziwne zniknięcie, weekendy „u mamy”, spóźnienia. Teraz wszystko nabrało sensu.
Gdy dotarła na miejsce, najpierw się zawahała. Potem drzwi się otworzyły: Sandu wyszedł trzymając chłopca za rękę. Śmiali się.
Sandu spojrzał w górę i zobaczył ją. Jego twarz przeszła od radości przez szok do smutnej rezygnacji.
— Cristina…
— Kto to jest, tato? – zapytał Matei.
Ioana wyszła spokojnie.
— Wejdź, kochanie, mama musi porozmawiać z tatą i jego przyjaciółką.
Cristina nie ruszyła się z miejsca.
— Od kiedy wiesz? – zapytał Sandu.
— Dowiedziałam się dzisiaj. Śledziłam cię.
— Może powinnaś wejść, porozmawiajmy spokojnie – zaproponowała Ioana.
— Nie wejdę. Chcę tylko prawdy.
— Kocham cię, Cristino – powiedział Sandu z rozpaczą.
— A mnie? – zapytała cicho Ioana. – Czy ja jestem tylko matką twojego dziecka?
Sandu nie odpowiedział.
— Jesteśmy dorośli. Porozmawiajmy, co dalej. Także ze względu na Mateia – powiedziała Ioana.
Cristina spojrzała na nią. Nie była ani wyrachowana, ani okrutna. Tylko matką, która próbowała sobie poradzić.
— Dobrze. Porozmawiajmy.
Cristina dowiedziała się wszystkiego: jak się to zaczęło, jak Ioana zaszła w ciążę, i że Sandu nie potrafił podjąć decyzji.
— Dlaczego mówiłeś, że nie możesz mieć dzieci?
— Lekarz powiedział, że mam minimalne szanse. Gdy Ioana zaszła w ciążę, to był cud. Nie chciałem jeszcze bardziej cię zranić.
— Podczas gdy ja przepłakiwałam noce, ty wychowywałeś syna gdzie indziej…
— Nie chciałem, żeby tak się stało.
— Co mam teraz zrobić? – zapytała Cristina.
— Nie wiem… – odpowiedział Sandu.
— Chcę go zobaczyć. Mateia.
— Jesteś pewna? – zapytała Ioana.
— Nie. Ale jeśli mam podjąć decyzję, muszę znać całą prawdę.
Kiedy Matei wrócił do pokoju, Cristina zadrżała. Te same brązowe oczy, uśmiech, ruchy – jakby mała kopia Sandu.
— Cześć, mam na imię Cristina.
— Jesteś dziewczyną tatusia?
— Tak. Od bardzo dawna.
Tego dnia Cristina nauczyła się, co znaczy czuć ból – i mimo to pozostać silną. I choć wracając do domu wiedziała, że jej życie już nigdy nie będzie takie samo, gdzieś głęboko czuła: to może być początek silniejszej, mądrzejszej, bardziej kochającej wersji siebie.


