Dyrektor Adam Nowacki wstał powoli, jakby każdy ruch ważył tonę. W jego oczach widać było nie tylko niepokój, ale i coś jeszcze… coś, co mogło być głęboko ukrytym żalem. Ostatni raz widział tę twarz niemal dwadzieścia lat temu — młodą, pełną marzeń, z błyskiem w oczach. I teraz… zniszczoną, zmęczoną, bezdomną.

To była ona. Lena.

Nikt z obecnych nie znał tej historii. Nawet najmłodsze pielęgniarki nie miały pojęcia, że kiedyś, dawno temu, doktor Nowacki miał narzeczoną. Dziewczynę z biednej rodziny, która dla niego zniknęła pewnego dnia bez śladu. Mówiono, że wyjechała, że uciekła od trudności. Ale prawda była inna — i właśnie teraz patrzyła mu w oczy.

Adam nie powiedział nic więcej. Odwrócił się nagle do głównej położnej.

— Danuta, przygotuj dla niej oddzielną salę. Dajcie wszystko, co najlepsze. Monitorujcie stan płodu. I… nikt nie ma prawa jej ruszać bez mojego polecenia. Rozumiesz?

Danuta otworzyła usta, ale widząc jego twarz, tylko skinęła głową i pospiesznie odeszła.

Lena była zbyt słaba, by mówić. Ale kiedy na chwilę otworzyła oczy i spojrzała na niego, przez sekundę błysnęło w nich coś znajomego. A potem znów opadła na poduszkę, jakby jej ciało w końcu mogło odetchnąć.

Adam długo jeszcze siedział przy niej. Trzymał ją za rękę, której kiedyś nie zdążył zatrzymać. W głowie miał tysiące pytań. Dlaczego nie wróciła? Gdzie była? I czy dziecko, które nosi… naprawdę jest samotne w świecie?

Ale najważniejsze pytanie zadał sobie w myślach:

Czy jeszcze nie jest za późno, by naprawić to, co kiedyś zostało zniszczone?

 

 

 

By admin

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *